Przypomnę, że prognoza zużycia dla kawalerki wyniosła około 330-340 złotych za 2 miesiące użytkowania. Po mojej reklamacji złożonej za pośrednictwem infolinii wszystko bardzo mocno się zmieniło. Wystarczyło wyjaśnienie, że mieszkanie jest niewielkie, nie przebywam tam przez cały miesiąc, a prognoza jest totalnie abstrakcyjna i wymagałaby absurdalnie dużej ilości sprzętu AGD/RTV w moim mieszkaniu.
Co się okazało? To w zupełności wystarczyło. Moja deklaracja chęci płacenia 50 złotych podziałała bardzo dobrze, a nawet lepiej - na maila otrzymałem dość szybko korekty faktur, na których widniały kwoty o ponad 85% mniejsze - zamiast 330 złotych mam zapłacić nieco ponad 40 złotych. Oczywiście jeśli prądu zużyję więcej - przyjdzie faktura zmuszająca mnie do dopłacenia różnicy. Jednak póki co nie będę udzielał nieoprocentowanej pożyczki firmie dostarczającej prąd.
Jeśli i Wam przyjdą zbyt wysokie faktury - pamiętajcie, że sprawę można wyjaśnić w sposób łatwy i szybki!
Miałem ostatnio okazję poznać bardzo miłą dziewczynę z Gruzji. Nie wiem jak was, ale mnie ten kraj bardzo mocno interesuje i z chęcią się tam wybiorę. Zanim więc zaczniemy zbierać więcej informacji, chciałbym wam powiedzieć, czego ciekawego się dowiedziałem:
1) Rodzice są... starzy! Dokładnie taką informację uzyskałem od mojej znajomej, która pracuje z dziećmi. Była bardzo mocno zdziwiona widząc, ile lat mają ich rodzice. W Gruzji dzieci rodzi się w wieku mniej więcej dwudziestu lat (zgodnie z uzyskaną przeze mnie informacją). 30-35 lat, które jest powszechne u nas to zdecydowanie za dużo.
2) W Polsce jest... tanio! Aż nie chciało mi się wierzyć w to, co usłyszałem. I to nie dlatego, że jesteśmy drogim krajem, ale zawsze byłem przekonany, że jesteśmy krajem bardzo drogim w stosunku do Gruzji. W 2011 PKB per capita według parytetu siły nabywczej wynosiło tam 5.491$, co plasowało ten kraj na 112 miejscu według Wikipedii. Polska znalazła się na miejscu 44 z wartością 20.334$. Dla mnie ta informacja to szok.
3) Idąc dalej za ciosem, zacząłem się dowiadywać dlaczego jest tam tak drogo. Uzyskałem informację, że jej rodzice wraz z siostrą zarabiają w stolicy kraju, Tibilisi, około 4000 zł. Jest to zbyt mało, by utrzymać się na dobrym poziomie według uzyskanych przeze mnie informacji. Kolejny szok, bowiem w Polsce za tą kwotę można przeżyć raczej bez większych problemów.
4) Bardzo dobra jakość ubrań - to kolejna rzecz, na którą zwróciła uwagę moja rozmówczyni. Są one w Polsce nieco tańsze, jednak o wiele wyższej jakości niż w Gruzji, dzięki czemu bardzo chętnie korzysta z możliwości jakie dają nasze sklepy.
5) Ceny mieszkań - tu uzyskałem ciekawą informację, choć nie potwierdzoną (rozmówczyni nie była pewna). Stumetrowe mieszkanie w dobrym standardzie kosztuje w Gruzji 200 000 złotych zgodnie z tym, czego się dowiedziałem. Tu jestem w stanie zdecydowanie się zgodzić na taką wycenę ;)
Interesujące, prawda? Mam nadzieję, że kolejne rozmowy przyniosą jeszcze większą ilość przydatnych informacji.
Jak zapewne zauważyliście, w ostatnim czasie moja aktywność na blogu była trochę zmniejszona. Spowodowane to było licznymi sprawami, lecz głównym powodem była mniejsza ilość czasu ze względu na zakup przeze mnie nieruchomości.
Tak, dobrze czytacie. Kupuję mieszkanie (właściwie to kupiłem dziurę w ziemi). Pewnie nie jedna i nie jeden z was, drodzy czytelnicy pomyślał sobie: idiota, kryzys, a on kupuje mieszkanie. Dokładnie, kupuję mieszkanie. Poniżej w kilku punktach wytłumaczę wam, dlaczego.
1) Koniec programu Rodzina na Swoim
Chyba wszyscy już o tym wiedzą - z końcem roku kończy się program rodzina na swoim w tym "podprogram" z którego akurat ja będę korzystał. Chodzi oczywiście o program Singiel na swoim. W tym programie państwo dopłaca połowę (nie do końca tak prosto) odsetek przez 8 lat. Ponieważ program ten się kończy - warto z niego skorzystać. By zakupić nieruchomość w tym programie trzeba spełnić odpowiednie wymagania. W moim przypadku wiekowe oraz nie mogłem być nigdy posiadaczem nieruchomości. Spełniam wymagania programu, więc warto z niego skorzystać. Jednak drugim aspektem jest to, że pierwsza transza kredytu hipotecznego w programie Rodzina na Swoim musi zostać uruchomiona jeszcze w tym roku. Im szybciej się to załatwi tym lepiej - pod koniec roku będzie z tym ciężko.
2) Spadające ceny nieruchomości to mit
Oczywiście, na rynku jest całe mnóstwo wybudowanych bloków, nawet w 2010 roku, w których dalej są wolne mieszkania. I ich właściciele - najczęściej deweloperzy - bardzo chętnie by je sprzedali, lecz nie mają kupców. Oferują więc obniżki i rozmaite promocje. Dlaczego jednak te mieszkania się nie sprzedały? Powodów jest kilka. Polacy przemyśleli sprawę i nie kupują byle czego i byle gdzie - zresztą hamują nas w tym również banki. Oglądałem kilka nieruchomości już gotowych i często mogłem wynegocjować znaczącą obniżkę ceny (7% w kilka minut) jednak nieruchomości te były kiepsko położone, kiepsko zbudowane, kiepsko... Długo można by wymieniać. Dobre nieruchomości się sprzedają i wcale nie wynegocjujemy dużej obniżki. Swoją drogą: jeden z deweloperów poinformował mnie, że zamierza... podnosić ceny! Z kolei mój znajomy zamierza otworzyć firmę deweloperską i już może liczyć zyski na niedawno kupionej działce budowlanej mimo, że jeszcze nawet nie zaczął planować budowy. Po prostu wzrosły ceny działek.
3) Stopy procentowe będą spadać
Wszystko wskazuje na to, że w ciągu najbliższych miesięcy stopy procentowe będą spadać - nawet dość znacząco. Mam kilku znajomych analityków w bankach i oczekują oni spadku w ciągu 12 miesięcy o minimum 0,5% poziomu stóp procentowych. To dużo. Dzięki temu kredyt który będę spłacał będzie jeszcze tańszy.
4) Kupuję mieszkanie tanie, w dobrej lokalizacji i po niskich kosztach
W programie Singiel na swoim państwo dopłaci mi 3,52% (stan na dzień dzisiejszy). Jeśli więc biorę kredyt na WIBOR 6M + 1,5% marży (przykład) to moje odsetki wyniosą 4,94% (stawka WIBOR) + 1,5% = 2,92% w skali roku. Tyle będę musiał płacić ceteris paribus przez osiem lat. Warto tylko wspomnieć, że inflacja w lipcu rok do roku wynosiła... 4%! Oznacza to, że mieszkanie kupię taniej od inflacji! Podobnie jest w przypadku kredytu studenckiego - obecnie jego oprocentowanie to 2,5% w skali roku. Warto więc skorzystać. Zwłaszcza, że znalazłem bardzo ciekawą kawalerkę w bloku, w którym są dopiero fundamenty. Dodatkowo jest ona w bliskiej odległości od centrum miasta, w niezłej okolicy, bardzo dobrze skomunikowana - zarówno z innymi częściami miasta jak i z innymi miastami. Do tego park tylko dla mieszkańców (nieduży, ale zawsze). Same zalety.
5) Sprzedawaj, gdy inni kupują. Kupuj, gdy wszyscy sprzedają
Wszyscy straszą kryzysem - którego nie ma. Mamy wolniejszy wzrost. Wolniejszy, ale wzrost! Wszędzie słychać, że ceny nieruchomości będą spadać. I będą. Ale tych słabych, źle zbudowanych i kiepsko położonych. Dobre nieruchomości zawsze znajdą nabywców. Wspomniana wyżej zasada mówi nie w prost o tym, że kupując gdy wszyscy kupują można stracić. Dlaczego więc jeśli mam zdolność kredytową, mogę pozwolić sobie na zakup małego mieszkania, dopłaca mi do tego państwo, mieszkanie jest tanie i nieźle położone to nie miałbym skorzystać z takiej oferty? Nawet, jeśli wartość tej nieruchomości będzie nieznacznie spadała to i tak wyjdę na tym dobrze. A w przypadku wzrostu cen mieszkań za kilka lat - zarobię kilka złotych. Raczej nie doczekam czasów, kiedy własnościowa kawalerka w nowym budownictwie będzie kosztowała 50 000 złotych. A jeśli tak się stanie - będzie kiepsko. Ale na razie nic nie wróży spadku cen mieszkań o kilkadziesiąt procent. 6) Kolejne rekomendacje KNF Być może słyszeliście, że KNF znów coś kombinuje i chce wprowadzić kolejne regulacje lub złagodzić te już istniejące. Takie działanie zawsze wprowadza bałagan. Jeśli zdążę przez zmianami - będę bardzo zadowolony. Patrząc dalej - mogę nawet na tym nieźle zyskać. Jeśli polityka banków będzie łagodniejsza po wprowadzeniu/zmianach regulacji to będę mógł się starać o kolejny kredyt hipoteczny na kolejne mieszkanie na niezłych warunkach. Dlaczego? Bo ten kredyt będę już spłacał kilka miesięcy a mieszkanie w końcu zostanie wybudowane (przed wakacjami 2013 roku). Będę więc płacił niską ratę i dzięki dobrej historii kredytowej być może uda mi się także poprawić warunki tego kredytu (na przykład niższa marża). 7) Opcja awaryjna - wynajem Kupuję mieszkanie całkiem niezłe, w niezłej okolicy. W razie "W" mógłbym je wynająć dzięki czemu pokryłbym koszt raty i moje miesięczne obciążenia byłyby niższe. Mieszkanie to nie jest moim docelowym lokum - bo w przypadku znalezienia żony (dajmy sobie jeszcze czas do trzydziestki piątki) czy spłodzenia dzieciaka takie mieszkanie będzie raczej za małe. Dlatego zawsze kawalerka będzie mogła zostać wynajęta. 8) Żona? Co z tego, kawalerka dalej moja. Po rozmowie z notariuszem znalazłem jeszcze jeden plus zakupu tej nieruchomości. Nawet, jeśli za jakiś czas znajdę żonę (lub ona mnie) to mieszkanie wchodzi do mojego indywidualnego majątku (tak jak na przykład udziały czy akcje w firmach) chyba, że postanowię inaczej. Sprawa jest oczywiście do bardziej dogłębnego poznania, jednak co moje to moje i nie rusz :) 9) Szkoda marnować zdolności kredytowej Mam zdolność kredytową. Nie jakąś gigantyczną, ale mam. Dlaczego więc jej nie wykorzystać? Mam bardzo dobrą historię w Biurze Informacji Kredytowej, spłaciłem kilka kredytów. Rata tego wyniesie mniej niż 20% moich dochodów (nie dlatego, że dużo zarabiam tylko dlatego, że cena nieruchomości jest bardzo niska i dodatkowo są dopłaty). Spokojnie tą kwotę mogę płacić miesięcznie. Pamiętajcie, że każdy zakup nieruchomości poprawia stan naszej gospodarki - będę musiał przecież kupić meble, sprzęt AGD, wykończyć mieszkanie... Wszystko to w połączeniu z promocyjnym oprocentowaniem sprawia, że zdecydowałem się na zakup. 10) Nikt nie kupuje mieszkań? Bzdura. Znam co najmniej 3 osoby które właśnie kupiły lub kupują mieszkania od deweloperów. Pewnie kilkoro znajomych się też do tego szykuje powoli. Jednak pamiętajmy o jednym: dopiero teraz na rynek nieruchomości będą wchodzili młodzi ludzie urodzeni w boomie. Obecni 25-30 latkowie dopiero będą kupować mieszkania na własność - do tej pory mieszkali z rodzicami, w akademikach lub mieszkania wynajmowali. Podsumowując, kupiłem dziurę w ziemi z nadzieją, że będzie tam za kilka miesięcy moje mieszkanie. Myślę, że to dobra decyzja ze względu na bliskość centrum, atrakcyjną cenę oraz dopłaty w programie Singiel na Swoim. Czy decyzja okaże się być dobrą - zweryfikuje czas. A co wy o tym sądzicie?
Dopiero pisałem o tanim nocowaniu w kraju i tanim nocowaniu za granicą. Dziś jeszcze pociągnę ten temat i zajmę się tanim mieszkaniem. Tanim mieszkaniem w sensie dosłownym - chodzi o fizyczne posiadanie taniego mieszkania. Co więcej, dziś będzie o małych mieszkaniach. Mam nadzieję, że ciekawie. Musze przyznać, że pisanie dzisiejszego posta sprawiło mi niesamowicie dużą zabawę.
Tanie mieszkanie to mieszkanie niedrogie w utrzymaniu i mało kosztowne w zakupie. Bardzo ciekawie postąpił mieszkający we Wrocławiu Szymon Hanczar - w byłym zakładzie rzemieślniczym, na powierzchni 13 metrów kwadratowych stworzył całe, funkcjonalne mieszkanie. Na antresoli znajduje się łóżko dwuosobowe, spokojnie wejdzie też i trzecia osoba. Na dole "duży" - jak na warunki tego mieszkania - salon, aneks kuchenny i łazienka. Nawet znalazło się miejsce na pralkę. Co prawda w szafie - ale jest.W mieszkaniu podobno została nawet zorganizowana impreza - dla 16 osób!
Co ciekawe, podobny pomysł kiedyś znalazłem w połączeniu z technologią klocków lego. Lego-style apartment to mieszkanie w Barcelonie, gdzie na dwudziestu dwóch metrach kwadratowych zmieściło się to samo, co na wrocławskich trzynastu. No, tylko wystrój nieco inny. Wychodzi na to, że na małej powierzchni można całkiem przyzwoicie przygotować małe mieszkanie. Poniższy film pokazuje dokładnie, w jaki sposób żyje się w tak małym mieszkaniu i ile frajdy (na początku) i pewnie nerwów (po jakimś czasie) może powodować własny mały kącik:
Pomysł małych mieszkań dla studentów podchwyciła firma z Wrocławia. W dawnym hotelu asystenta ma zostać stworzone 170 mieszkań o powierzchni kilkunastu metrów. Więcej informacji znajdziecie tu. Sam pomysł w mojej ocenie jest genialny. Koszt takiego mieszkania to mniej niż 100 000zł, czynsz z opłatami to pewnie około 100zł miesięcznie. Jeśli miałbym tylko na kilka miesięcy przyjechać do Wrocławia - chętnie bym z czegoś takiego skorzystał. Podobnie, w przypadku osób bardzo zapracowanych lub spędzających w takim mieszkaniu tylko kilka dni w miesiącu. Okazuje się to tańszym rozwiązaniem niż hotel czy nawet hostel - kosztujący we Wrocławiu jak pisałem ostatnio około 70 złotych za noc. Załóżmy, że wynajem takiego mieszkanka to 500zł za miesiąc + 100zł za opłaty. Przy parze mieszkającej w takim mieszkaniu tylko w weekendy (2 noclegi) koszt dobowy wychodzi 37,5zł. Na pewno taniej niż w hostelu. Sam zakup takiego mieszkanka i wynajmowanie go na doby po 70zł mogłoby być zyskowne już przy obłożeniu powyżej 30% dni w miesiącu. Wyśmienity pomysł w mojej ocenie.
Zupełnie innym przykładem, lecz nie mniej ciekawym jest Single Hauz. Jest to co prawda jedynie pomysł koncepcyjny, ale podobno pojawiają się już pierwsze budowy. No ale do rzeczy. Sam domek wygląda tak:
Źródło: Front Architects
Fajny domek, prawda? No i przypomina billboard, których pełno przy naszych drogach. i właśnie na nich wzorowali się twórcy. W środku jest 50 metrów kwadratowych, a sam domek można zbudować wszędzie. Na wodzie, w górach, na łące czy w środku miasta. Wizualizacje stworzone przez pracownię obejmują wiele szalonych lokalizacji. Nie mniej pomysł również jest niesamowicie ciekawy - postawienie takiego domku na środku jeziora dawałoby niesamowite odczucia każdego poranka.
Dzisiejszy post nie był bezpośrednio związany z tematem geoarbitrażu. Chociaż gdyby się głębiej zastanowić - nie wiem czy nie byłoby logicznym zaproponowanie takich rozwiązań w Warszawie. Kawalerka za 100 000zł lub 600zł miesięcznie w Warszawie byłaby pewnie ciekawym rozwiązaniem dla wielu studentów czy osób pracujących w stolicy a mieszkających poza nią. Wtedy 4 noclegi w małym mieszkanku w centrum Warszawy i 3 w podmiejskim domu z wielkim ogrodem. No albo malutka kawalerka jako mieszkanie zapasowe dla pracownika dużej korporacji, nie mającego dużo czasu na powrót do domu podczas ważnych negocjacji z klientami. Możliwości jest wiele, w wszystkie pomysły jak dla mnie łączy jedno: są genialne jako tymczasowe rozwiązanie. Łatwiej przecież i często wygodniej byłoby wynająć takie mieszkanko zamiast pokoju w mieszkaniu studenckim.
Polecam obserwowanie tego trendu, bo wydaje się coraz silniejszy i coraz ciekawszy. W końcu nawet deweloperzy starają się upchnąć coraz więcej pokoi w malutkich mieszkankach.