Pokazywanie postów oznaczonych etykietą euro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą euro. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 kwietnia 2012

Zakładanie konta w Macedonii

Będąc w Macedonii zainteresowało mnie to, czy ja - obywatel Unii Europejskiej, mogę założyć w Macedonii konto bankowe. Otóż dobra wiadomość - mogę! I jak się okazało, cała procedura wcale nie jest taka trudna. Już w pierwszej placówce do której wszedłem dostałem odpowiedź i pełen zakres informacji a pracownica ze mną rozmawiająca biegle mówiła w języku angielskim. Pełen profesjonalizm. Wszystkie moje pytania nie pozostały bez odpowiedzi i po otrzymaniu kompletu informacji byłem usatysfakcjonowany tym, co usłyszałem i zobaczyłem.

Ale do rzeczy. Co potrzeba by założyć konto w Macedonii? Paszport i tyle. Wtedy możemy założyć sobie konto walutowe w tym banku. Niestety osoby nie będące obywatelami Macedonii nie mogą założyć konta w miejscowej walucie. Śmiało można za to otworzyć konto w euro, dolarach czy funtach brytyjskich. Konta mogą być zakładane we wszystkich walutach wymienialnych, ale  z oczywistych względów konto w euro jest najlepszym rozwiązaniem. Dodatkowym plusem jest stabilność macedońskiej waluty wobec euro - o czym już kiedyś pisałem w poście "złoty w górę, euro w dół". Denar macedoński w ciągu ostatnich trzech lat wahał się między 59 a 63 za jedno euro. To obrazuje więc, że kurs ten jest nawet bardziej stabilny od polskiej złotówki wobec euro.


Na konto można przelewać do 10 000 euro miesięcznie. Powyżej tej kwoty nałożone są dodatkowe wymagania dotyczące pochodzenia pieniędzy. Jest to zabezpieczenie przeciwko praniu brudnych pieniędzy. Przy wypłacie pieniędzy z konta otrzymujemy euro, które oczywiście od razu może być zamienione na denary. Nie mniej jednak posiadanie konta w denarach jak pisałem wyżej jest niemożliwe. Przynajmniej tak zostałem poinformowany. Jeśli się mylę i tylko w banku w którym o to pytałem jest to zabronione - proszę o informację w komentarzu pod tym postem, chętnie wyjaśnię sprawę. Nie mniej na tę chwilę przyjmuję, że w żadnym z osiemnastu macedońskich banków nie można zakładać konta w denarach.

Konto w kraju w którym spędzamy więcej czasu może być bardzo przydatne. Nie chodzi tylko o bezpieczeństwo finansowe ale i o wygodę. Przede wszystkim zamiast trzymać pieniądze pod poduszką możemy być pewni, że raczej nikt ich nam nie ukradnie. Dodatkowo możemy korzystać z oprocentowania od depozytu a jednocześnie mamy łatwy dostęp do pieniędzy. No i na koniec ponosimy niższe koszty niż przesyłanie pieniędzy chociażby z naszego kraju.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Gdzie i dlaczego chciałbym pojechać.

Dziś będzie trochę marzycielsko. Do tej pory udało mi się odwiedzić chyba z 9 państw, wszystkie w Europie. Tak na prawdę nie poznałem żadnego z nich bardzo dobrze, mimo, że na przykład w Czechach byłem już chyba ponad 20 razy, z czego kilkanaście razy na 7-10 dni. Jest jednak kilka miejsc, które chciałbym jeszcze odwiedzić i do czego się przymierzam.

Źródło: Pinger.pl
Najłatwiejsza do odwiedzenia jest Malta. Ten kraj ma nieco więcej mieszkańców niż Lublin, a jego powierzchnia to około 316 kilometrów kwadratowych. Nie jest duży. To, co mnie ciągnie do tego kraju to to, że jest tam w miarę tanio. Klimat jest śródziemnomorski, jednak ceny nie różnią się znacząco od Polskich. To duży plus biorąc pod uwagę, że na miejscu płaci się w Euro. Malta jest bardzo małym krajem dzięki czemu można by dość dużą jego część zwiedzić w ciągu kilkunastu dni. Aktualnie przymierzam się bardzo powoli do wyjazdu na Maltę. Koszt przelotu z Krakowa w obie strony to wydatek około 250zł w obie strony i nie trzeba rezerwować biletów dużo wcześniej. Dość łatwo jest je znaleźć w tej cenie. Na miejscu najtańszy hostel jaki znalazłem to koszt 8 Euro za dobę. Planuję więc jeszcze przed wakacjami spróbować odwiedzić Maltę. Koszt przelotu, zakwaterowania i wyżywienia dla dwóch osób nie powinien przekroczyć tysiąca złotych za 2-3 noce na wyspie.

Źródło: Venere.com
Teraz coś trudniejszego: Kuba. Od wielu lat marzę, by pojechać na Kubę. Lubię zarówno kubańską muzykę jak i specyficzny styl życia. Stare samochody na ulicach Havany to moje marzenie tak samo, jak zwiedzanie plantacji trzciny cukrowej, podziwianie metod wyrobu cygar czy rumu. Niesamowicie mocno pragnę tam pojechać i wierzę w to, że w ciągu kilku lat uda mi się spędzić tam co najmniej dwa tygodnie. Niestety problemem są bardzo wysokie koszty podróży. Wycieczki z biurami podróży to koszt od 5000zł w górę, koszt samego przelotu to około 3000zł. Do tej pory miałem okazję lecieć do Włoch czy na Islandię, jednak ten koszt to było odpowiednio 250 i 1500zł w obie strony. Za 3000zł na wspomnianej wyżej Malcie można by przeżyć miesiąc, wynajmując przy tym apartament. Koszt przelotu na Kubę niestety przymusowo odracza na razie moją wizytę w tym kraju, jednak nie tracę nadziei i zbieram się do tego. Powoli, aczkolwiek z uporem.

Źródło: Elicriso.it
Ostatnim krajem który chciałbym wymienić, a który zmieściłby się w pierwszej trójce, jest Nauru. Jest to jednocześnie trzeci kraj na świecie pod względem wielkości... ale od końca. Mniejszy jest tylko Watykan i Monako. To wyspiarskie państewko ma tylko 14 000 mieszkańców, czyli jest wielkości małej polskiej miejscowości. Wszyscy oni żyją na powierzchni nieco ponad 20 kilometrów kwadratowych, można by więc w ciągu miesiąca zadeptać chyba każdy metr kwadratowy tej wyspy. Piszę oczywiście w przenośni :). Bardzo interesujące jest to, że w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku istniało tam kilkaset (!) banków. Swoją drogą, jeśli chodzi o gospodarkę - eksportują oni około 600 kilogramów tuńczyków tygodniowo. Jako ekonomistę bardzo interesuje mnie to, jak kraj ten funkcjonuje od środka i bardzo chętnie zobaczył bym to na własne oczy. Niestety tu również barierą jest cena. Koszt przelotu z Polski na Nauru i z powrotem na pewno nie zamknąłby się w kwocie 10 000 złotych. Jest to więc pieśń przyszłości, jednak do tego czasu mogę zdecydowanie podszkolić się z języka naurańskiego.

piątek, 13 kwietnia 2012

Sens relokacji do Macedonii i przykładowe ceny cz. 1

Dziś pierwszy gościnny wpis na blogu! Autorem poniższego tekstu jest Zenon, operator bloga exploringbalkans.blogspot.com. Zenon od kilku ładnych miesięcy mieszka już w Macedonii korzystając z programu Wolontariatu Europejskiego, dzięki czemu z pierwszej ręki możecie przeczytać o tym pięknym kraju. Zapraszam do lektury!

Republika Macedonii z pewnością jest ciekawym tematem do podjęcia w kategoriach geoarbitrażu. Mały kraj położony w sercu Bałkanów okazuje się bardzo dobrą alternatywą turystyczną dla nasyconej już (i drogiej) Chorwacji  i Czarnogóry, ale warto także rozważyć przynajmniej chwilową relokację do tego kraju. Brak morza turystów w tym zakątku byłej Jugosławii wynika przede wszystkim z... braku dostępu do morza. Region od zawsze przegrywał pod tym względem konkurencję z Chorwacją i Czarnogórą. Turyści wolą też od niej Grecję, czy nieco dalszą Turcję. W czasach byłej Jugosławii była to najbiedniejsza z republik. Przez brak odpowiedniej infrastruktury i inwestowania pieniędzy w turystykę nie mogła (i nadal ma z tym problemy) wykorzystać swojego dużego potencjału jaki w tej dziedzinie posiada. I wcale nie potrzeba do tego morza. Nadrabia wszechobecnymi górami i dużymi jeziorami (J. Ochrydzkie, Prespańskie i Dojran oraz sporo mniejszych). Brak napędzającego gospodarkę ruchu turystycznego powoduje, że Macedonia jest krajem raczej tanim do życia, a przez to automatycznie zachęcającym do napływu narodu. Niemożność odpowiedniego rozwoju Macedonii wynika też z notorycznego blokowania jej kandydatury do UE przez Grecję z powodu nazwy kraju (to także historyczno-geograficzny region starożytnej Macedonii z Aleksandrem Wielkim na czele, którego Grecy uznają za swojego, dlatego nie akceptują nazwy Republika Macedonii). Na forum międzynarodowym funkcjonuje pod nazwą F.Y.R.O.M. - Former Yugoslav Republic of Macedonia, czyli Była Jugosłowiańska Republika Macedonii. No ale zostawmy politykę i wróćmy do meritum.

Mieszkam już w Macedonii prawie rok, żyjąc za 150 euro miesięcznie (plus mieszkanie, ok. 80 euro). Nie jest to zbyt dużo i raczej zaszaleć nie można ale myślę, że za 300 euro z mieszkaniem można tu żyć na w miarę przyzwoitym poziomie. Nie głodując, ale też nie odmawiając sobie piwa ani dobrego obiadu w restauracji. Swoją drogą bardzo dobrze można tu zjeść za bardzo małe pieniądze, nawet jak na skromną kieszeń biednego wolontariusza ;) Dokładniej, mieszkam w miejscowości Struga nad samym Jeziorem Ochrydzkim. Latem jest to mały raj na ziemi i stanowi bardzo dobrą alternatywę dla zatłoczonych morskich kurortów ale także dla pełnego turystów pobliskiego Ochrydu. Bezpośredni przejazd do Macedonii oferuje na razie tylko jeden polski przewoźnik autokarowy - Adamis Tours, bilet w obie strony kosztuje 530 zł. Można też lecieć lotem kombinowanym - najtańsza dostępna opcja lotnicza, Wrocław - Wenecja - Skopje, od ok. 230 zł w jedną stronę.

Jeżeli chodzi o poruszanie się wewnątrz kraju, to ceny biletów autobusowych są nieco droższe niż u nas. Oczywiście najbardziej opłaca się kupować od razu bilet w obie strony, wychodzi dużo taniej. Przykładowo, bilet relacji Struga - Skopje (ok. 180 km) kosztuje 500 denarów macedońskich - 1 denar to ok. 0.067 złotego, 1 euro = 61 denarów (kurs euro do denara jest stały). Jeżeli jednak kupimy bilet w obie strony, zapłacimy 650 denarów, czyli 325 w jedną stronę. Bilet jest ważny 2 miesiące. Można też wybrać inny środek komunikacji - pociąg. Tu ceny znacznie się różnią od komunikacji autobusowej. Za przejazd 100 km trasy Skopje - Kicevo zapłacimy 130 lub 97 denarów (koleje honorują zniżki studenckie, macedoński PKS - niekoniecznie), Skopje - Bitola (180km) 200 denarów. Macedońskie koleje nie są jednak zbyt rozwinięte i pociągiem nie wszędzie dojedziemy. Jeżeli chodzi o stopowanie w Macedonii to trzeba powiedzieć, że jest to kraj bardzo przyjazny dla autostopowiczów, z resztą jak większość krajów bałkańskich. Więcej, szczegółowo o cenach w Macedonii już wkrótce w kolejnej części.

Mam nadzieję, że Zenon zachęcił was do wizyty w Macedonii? Jeśli jeszcze się wahacie, to polecam zajrzeć na jego bloga, a z pewnością zdjęcia tam zamieszczone przekonają was do wizyty w tym pięknym kraju.

środa, 28 marca 2012

Ceny w Mołdawii

Pisałem już o tym, że Mołdawia jest podobno najtańszym krajem w Europie. Pisałem również bardzo niedawno o tym, że wiozłem autostopem chłopaka zamierzającego odwiedzić w ten sam sposób Mołdawię w tym roku. Postanowiłem więc sprawdzić na różnych stronach internetowych jak wyglądają ceny tym kraju. Osobiście jeszcze w Mołdawii nie byłem, więc podane przeze mnie ceny są jedynie relacjami z tego, co wyczytałem na kilku-kilkunastu stronach, nie mniej powinny zarówno wam jak i mi dać obraz tego, czego można by się spodziewać podróżując do Mołdawii.

Na początek krótka informacja o kraju. Mołdawia to kraj o powierzchni równej mniej więcej 1/9 powierzchni Polski. Mieszka tam około 4,3mln ludzi. Graniczy ona z Ukrainą i Rumunią i część obywateli chciałaby połączenia kraju właśnie z Rumunią. Produkt krajowy brutto per capita wynosi tam około 2500$ (dane za 2008 rok) wobec ponad 13 000$ w naszym kraju (w 2011 roku). Widać więc wyraźną różnicę w PKB na mieszkańca. Polska jest ponad sześciokrotnie bogatsza uwzględniając jedynie ten wskaźnik. Więcej bardziej szczegółowych informacji można znaleźć chociażby w Wikipedii. Jeden Lej mołdawski to około 27 groszy.

Źródło: globtroter.pl

Przechodząc do cen, poniżej znajdują się znalezione przeze mnie informacje:*
Chleb - ceny od 0,20 € / bochenek (od ok 0,9zł w górę)
Mięso - 1 kg od 4 € (od około 17zł w górę)
Jajka 12szt - 4zł
Mleko - od 0,30 € (od 1,3zł)
Piwo - ceny od 0,50 € (od 2zł w górę)
Wino - od 1,5 € / 0,75 l (od 6,5zł za butelkę)
Wódka -od 1,5 € / 1l (od 6,5zł za 1l wódki!!!)
Ciastko tortowe -7,99-9,83 MD (około 2zł)
Bułka-3,85 MD (około 1zł)
Bułka zapiekana - 4,15 MD (około 1,1zł)
Herbata - 28,25 MD (około 7,5zł)
Piwo "Baltica" o,5l=14,10 MD (4zł)
Woda mineralna duża-8,15MD (2,2zł)
Papierosy-8 MD (2,2zł!!!)

Źródło: vinisfera.pl

W restauracji zapłacimy:
Obiad o restauracji 8-12 € (podobnie jak za obiad w naszym kraju, około 40zł)
Bakłażany faszerowane - ok 68 MD / kg (około 18zl/kg)
Cukinia faszerowana - jak wyżej
Wino Cohar -34 MD (około 9zł)
Pierogi - 20MD-40MD (5,4-10,8zł)
Frytki, ziemniaki - 12-25MD (3,2-6,5zł)
Pizza - od 1,7 € (od około 7zł)
Zupa-15-35MD (4-9,5zł)
Piwo-15-25MD (4-6,5zł)
Kawa-15-30MD (4-8zł)
Coca cola-8-12MD (2-3zł)
Kompot - 25MD (6,5zł)

Najbardziej rzucają się w oczy oczywiście ceny alkoholu - litr wódki za 6,5 złotego - czy papierosów - 4 złote za paczkę Marlboro. Ceny tych produktów są więc niesamowicie niskie jak na nasze warunki - wszystko w związku z brakiem wysokich podatków i akcyz nakładanych przez państwo. Jednak biorąc pod uwagę pozostałe ceny - kraj ten faktycznie wydaje się tańszy niż w Polsce. Różnice nie są kolosalne, jednak podejrzewam, że wprawionemu podróżnikowi znalezienie niższych cen tych samych produktów na miejscu nie nastręczałoby wielkich problemów. No a uwzględniając to, że średnia pensja (brutto) wynosi w Mołdawii około 250 dolarów miesięcznie a w naszym kraju jakieś 1250 dolarów - to z naszymi zarobkami mieszkaniem na miejscu można by całkiem nieźle podnieść swój poziom życia. Z taką średnią pensją Mołdawia jest więc najbiedniejszym krajem w Europie i jednym z najbiedniejszych na całym świecie. W końcu utrzymanie się za 8 dolarów dziennie byłoby u nas raczej ciężkie do wykonania. 30 złotych dziennie (i to brutto!) a z tego jeszcze trzeba pokryć koszty mieszkania, opłat z nim związanych i wszystkiego innego. Dopiero później można by myśleć o jedzeniu.

Faktycznie, kraj jest bardzo biedny i różnice dla kogoś z naszego kraju powinny być bardzo zauważalne. Nic, tylko planować wyjazd i ruszać na zwiedzanie Mołdawii.

Interesują Cię w innych krajach? Sprawdź te strony!
Ceny w Czechach
Ceny w Tajlandii


*Pisząc o cenach opierałem się głównie na voyageforum.pl i numbeo.com

wtorek, 7 lutego 2012

Złoty w górę, euro w dół.

W ostatnich dniach widać na rynku walutowym bardzo znaczące umocnienie się złotówki - znaczy to po prostu tyle, że musimy zapłacić mniej złotych za jedno euro. W ciągu ostatniego miesiąca kurs (średni) spadł z około 4,50 zł do 4,18 zł - oznacza to ponad siedmioprocentowe umocnienie się złotówki. Z jednej strony spowoduje to, że towary z importu będą tańsze, ale jednocześnie eksporterzy z naszego kraju będą zarabiali mniej. Warto zwrócić uwagę na to, jaki taka sytuacja ma wpływ na osoby zarabiające w złotówkach a wydające w euro.

Na początku zacznijmy przewrotnie od końca. Mam znajomego który pracuje w Szwecji ale zarabia nie w koronach szwedzkich a w euro. Załóżmy, że zarabia 10 000 euro miesięcznie ale mieszka i pracuje w Polsce (z polski). Jeśli jego poziom zarobków utrzymuje się na tym samym poziomie (w euro) to jego zarobki przelczone na złotówki spadają. Jeszcze miesiąc temu mógł zarobić w ten sposób około 45 000 zł miesięcznie, obecnie już tylko około 41 800zł. Różnica jest wyraźna - 3 200 zł miesięcznie. Wysokość zarobków oczywiście wymyśliłem, nie zaglądam nikomu do portfela, ale sądzę, że może tyle zarabiać. W końcu pracuje w branży bardzo specjalistycznej.

Weźmy teraz pod uwagę blogera zarabiającego miesięcznie 300 euro na reklamach na swoim blogu. Jeszcze miesiąc jego zarobki wynosiły 1 350 zł, obecnie jest to już tylko 1 254 zł - stówka mniej. No, jeśli taka osoba swoje zarobki otrzymywałaby jedynie z bloga to budżet miesięczny wymagałby dociśnięcia pasa.

Teraz przeanalizujmy inną sprawę. Załóżmy, że zarabiamy miesięcznie 2 000 zł ale mieszkamy w innym kraju - niech będzie to moja ostatnio ulubiona Macedonia. Denar Macedoński jest bardzo stały w stosunku do euro, w ciągu ostatnich 4 lat wahania wynosiły 59-63 denarów za jedno euro, przy czym średnio wychodzi 61,5 denara za euro. Taką wartość przyjmę do dalszych wyliczeń. Jeszcze miesiąc temu za 2 000 zł można było około 444,5 euro (przy kursie 4,5zł) co dawało 27 336,75 denara. Obecnie jest to około 478,5 euro - czyli 29 427,75 denara. Różnica to ponad 2 000 denarów. Co można za to kupić? 10 litrów domowej rakii po 200 denarów za litr. 20 butelek dobrego wina lub 40 litrów taniego (ale pijalnego) wina. Można też za tą kwotę kupić kilkadziesiąt kilogramów warzyw czy owoców - pomarańcze z tego co pamiętam kosztowały 25 denarów za kilogram. Średnia pizza margarita kosztowała około 140 denarów - można by wiec zjeść 15 takich pizz co z pewnością zapewniłoby dużą część posiłków w miesiącu. Można by też za to kupić 80 miejscowych piw (chociaż te są akurat średnie). Niby nic się nie zmieniło, a zmieniłoby się tak wiele jeśli mieszkalibyśmy w Macedonii a zarabiali w złotówkach. Oczywiście rzecz działa w obie strony i jeśli złotówka się osłabi do 4,5 za euro - znów będzie 20 litrów rakii mniej.

I na koniec jeszcze chciałbym sobie pomarzyć. Zarabiajmy tyle samo w złotówkach, niech będzie. Ale niech kurs złotego umocni się tak, jak kiedyś w 2009 roku - do 3,20 zł za euro. Wiecie ile będziemy wtedy zarabiać denarów macedońskich? 38 437,3 denara. Ponad 11 000 więcej denarów niż jeszcze miesiąc temu. Ponad 55 litrów rakii miesięcznie więcej za friko. Nie do przepicia. Tak właśnie wygląda magia kursu walutowego (w przypadku umocnienia złotego :) ).