Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wynajem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wynajem. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 maja 2012

14-latka kupiła dom na Florydzie za 12000 dolarów!

Dziś będzie coś, co mnie niesamowicie zainteresowało. Otóż w tym artykule znalazłem informację, że 14-letnia dziewczynka kupiła w Stanach Zjednoczonych dom z dwoma sypialniami za 12 000 dolarów! Niesamowite! Ale powoli, od samego początku.

Willow Tufano ma obecnie 14 lat. Jej matka jest pośrednikiem na rynku nieruchomości. Dziewczynka zaczęła zarabiać pieniądze dzięki sprzedaży przedmiotów pozostawionych w mieszkaniach (przedmiotów tych nie chcieli ludzie/inwestorzy i miała pozwolenie na ich sprzedaż). Przedmioty te wystawiała na amerykańskim portalu internetowym i dość szybko zaczęła zarabiać po 500 dolarów miesięcznie, z czego większość odkładała. Pewnego dnia matka Willow rozmawiała z jej ojcem w sprawie zakupu domu z dwoma sypialniami który został wystawiony na licytację za kwotę 12 000 dolarów, czyli około 38 000 złotych. Dom ma dwie sypialnie. Podejrzewam, że ten dom jest porównywalny z tym, jakie są ceny w Mołdawii a nie krajach rozwiniętych. W pewnym momencie Willow wpadła na pomysł, że może to ona kupi ten dom. Ze względów prawnych było to niemożliwe, ale dom kupiła matka Willow, ta z kolei stanie się właścicielką domu po ukończeniu 18 lat. Połowa tej ceny została zapłacona przez Willow a połowa przez jej matkę.

Sam dom wyglądał podobno jak po przejściu zamieszek, jednak po jego wysprzątaniu udało się znaleźć młodą parę zainteresowaną wynajmem za 700 dolarów miesięcznie. Po 18 miesiącach dom więc się w pełni zwraca - myślę, że nie jeden inwestor byłby zainteresowany taką okazją. No i dodatkowo prawdopodobne jest, że taki dom uda się sprzedać za kwotę chociaż trochę niższą niż 12 000 dolarów - w końcu początkowy wyceniany było on na 100 000 dolarów czyli jakieś 317 000 zł. Niezły biznes i to jeszcze zrealizowany przez czternastolatkę. Zresztą, zobaczcie to wideo:


Dodatkowo dziewczyna za występ w tym programie dostała 10 000 dolarów na artykuły do remontu domu + suszarkę do prania. Dom dostała więc zupełnie za darmo tylko dzięki swojej kreatywności! Historia wydaje mi się być na prawdę niesamowita. Przed dziewczyną, jeśli nie zajdzie w ciąże w przyszłym roku lub nie naogląda się brazylijskich seriali, widzę całkiem niezłą przyszłość. Skoro 14 - latka może sobie kupić dom na własność za tak śmieszne, samodzielnie zarobione pieniądze to sytuacja w Stanach Zjednoczonych jest na prawdę bardzo dziwna. Całe szczęście w Polsce żadnego kryzysu nie było i zanotowaliśmy tylko niewielkie spadki cen mieszkań i domów. Po takich przeżyciach dziewczyna ma dom przynoszący ponad dwa tysiące złotych miesięcznie. Pisałem już o tym, że na emeryturze można żyć za mniej niż 30 dolarów dziennie. Willow Tufano ma już emeryturę na tym poziomie niemalże zagwarantowaną z samych dochodów z tej jednej nieruchomości. Moje wielkie gratulacje!

czwartek, 8 marca 2012

Cena życia w Warszawie

To, że wszyscy mówią, że w Warszawie jest drogo to prawda. Przez 4 lata mieszkałem w Warszawie i przywykłem wtedy do tamtejszych cen. Obecnie od ponad 2 lat nie mieszkam w stolicy, ale ze względów zawodowych bardzo często tu bywam. I zdecydowanie zauważam, że to do czego kiedyś byłem przyzwyczajony - teraz zaczyna mi przeszkadzać. Ceny w zwykłych sklepach są wysokie. Rzeczy podstawowe, jak mleko czy cokolwiek kupuje się na śniadanie są drogie zwłaszcza w miejscach, gdzie jest duże natężenie ruchu osób wracających z pracy. W centrum czy na Mokotowie - ceny są wysokie. Jeszcze w czasie gdy mieszkałem na Mokotowie - co jakiś czas robiliśmy duże zakupy w sklepie internetowym i wychodziło nas taniej niż w sklepie osiedlowym - no i jeszcze wszystko do domu przynieśli.


Źródło: oda.info.pl

Jeśli chodzi o restauracje - tu jest różnie. Są drogie restauracje, owszem. Przeciętnie ceny są wyższe niż w innych miastach w których bywam. Ale można spokojnie znaleźć restauracje o cenach "normalnych" - gdzie za obiad zapłacisz porównywalnie z innymi, mniejszymi miejscowościami - i dobrej jakości. Warto tu wspomnieć chociażby restaurację w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Bardzo zdziwiłem się zaś niedawno, kiedy zamawiałem danie z kebaba na wynos. Surówka, frytki no i oczywiście mięcho - koszt 26 złotych przy Alei Jana Pawła II. Dokładnie identyczny zestaw zamawiam czasem w Krakowie - koszt tam to 13 złotych. Czyli w Warszawie płacę 100% więcej! No niby racja - lokalizacja, ale niesmak pozostaje.

Dużym problemem w warszawskich sklepach i restauracjach - przynajmniej w mojej ocenie - jest duża polaryzacja w ich obciążeniu. Bardzo często zdarza się, że kolejki są tak duże, że wszystkiego się odechciewa. Zwłaszcza w klubach, pubach i restauracjach w okolicach weekendu, sklepach po południu czy spożywczakach w centrum w godzinach pracy. Innym zaś razem te same miejsca są tak puste, że strach wchodzić. Idealnie działa tutaj określenie godzin szczytu i dlatego wiele miejsc wprowadza "happy hours" by pozyskać klientów w innych godzinach.

Żródło: mojaszuflada.blox.pl

O cenach mieszkań w ogóle ciężko rozmawiać, o ile dla osób i rodzin od wielu lat pracujących i zarabiających w Warszawie ceny wydają się normalne, to w porównaniu z innymi miastami często powalają. Kawalerkę wynajmuje się często w stolicy za 1500zł + opłaty, w Łodzi w okolicach centrum można znaleźć oferty za 500 złotych. Nawet mam znajomych którzy w Krakowie, 10 minut od rynku wynajmują kawalerkę w cenie 500 zł + opłaty. Koszty zakupu mieszkań są w Warszawie blisko 2x wyższe niż w Łodzi czy Katowicach, kilkadziesiąt procent wyższe niż w innych miastach. To, że zarobki również są tu wyższe to fakt. Ale wizyta czy przeprowadzka do Warszawy może początkowo wywołać szok zwłaszcza dla osób z mniejszych miejscowości.

Koszty komunikacji miejskiej są również wysokie - bilet jednorazowy normalny kosztuje 3,60zł. Do tego koszty parkowania. Nie dziwne, że dużo korzystniejsze jest wykupienie biletu okresowego, ale przy jednorazowym przejeździe i za benzynę może wyjść mniej niż za bilet. Do tego po Warszawie jeździ niesamowicie dużo samochodów służbowych - zdecydowanie bardziej rzuca się to w oczy. Konkretne marki często się powtarzają, auta są klasy średniej lub wyższej i najczęściej z oznaczeniami firm albo przedsiębiorstw obsługujących floty.

Ze wszystkich powyższych względów następuje proces geoarbitrażu - o którym kiedyś już pisałem. Coraz częściej ludzie przeprowadzają się pod Warszawę lub gdzieś dalej - ale wzdłuż linii kolejowej. W ten sposób w cenie dwupokojowego mieszkania na Mokotowie mają 2-3 razy większy dom pod Warszawą, a czas dojazdu i tak zajmuje tyle samo. Tylko nie samochodem a kolejką miejską. Taki proces ma trwać i w najbliższych latach z Warszawy ma wyprowadzić się co najmniej ćwierć miliona osób. Myślę, że ich miejsca szybko jednak zostaną zastąpione przez młodych ludzi przyjeżdżających do Warszawy na studia czy w poszukiwaniu lepszej pracy. Warto obserwować co się dzieje z tym miastem, daje to bowiem bardzo ciekawy obraz zmian w naszej kulturze i gospodarce. No i przede wszystkim daje szansę na znalezienie kolejnych pomysłów jak żyć taniej i lepiej.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Jak żyć na emeryturze za mniej niż 30$ dziennie.

Dziś artykuł będzie w dużej części o jedną z informacji na portalu International Living Magazine. Znalazłem tam bardzo ciekawe wyliczenia życia w różnych krajach na świecie i poradę, jak przeżyć "po królewsku" za 30$ dziennie, czyli około 100 zł. Na początek - wynajęcie domu. Taki z dwoma sypialniami to wydatek około 250$ miesięcznie - jakieś 780zł. Drogo? Wręcz przeciwnie. Za tą kwotę możemy wynająć kawalerkę w Łodzi albo pokój w mieszkaniu w Warszawie. Takie okazje możemy znaleźć w miejscowościach takich jak Merida w Meksyku czy Vilcabamba w Ekwadorze (nie mylić z Vilcabamba w Peru :) ). Cena taka mnie nie zaskoczyła, ale jednak należę do tych ciekawski. Wrzucam więc w wyszukiwarkę informacje o domach do wynajęcia w miejscowości Merida i otrzymuję chociażby coś takiego: dom o powierzchni 180m2 (150m2 powierzchni użytkowej), 3 sypialnie, garaż, 2 i 1/2 łazienki (ciekawe co to znaczy), telefon i dwa klimatyzatory za 4500 meksykańskich pesos. No a jak pesos, to od razu budzi się skojarzenie:


Dwa tysiące kolumbijskich pesos :). W przerwie do obejrzenia i przypomnienia:


 No ale do rzeczy. 4500 meksykańskich pesos to niecałe 1100zł (żebyśmy mieli to od razu za sobą: 4500 kolumbijskich pesos to mniej niż 8 zł). Czyli za tysiąc złotych spokojnie znajdziemy dom,  nie  którym w dobrych warunkach mogą żyć spokojnie dwie osoby, a pewnie i kilku gości. No ale przecież nie będziemy sami tego wszystkiego sprzątać. Pełnoetatowa gosposia? 125$. Czyli za 1500 złotych mamy 180 metrowy dom z gosposią. Tyle samo wynosi rata kredytu mieszkaniowego na kawalerkę w Warszawie. Kawalerkę o powierzchni 30 metrów. Gdybyśmy chcieli zjeść na mieście to za dwie osoby zapłacimy jakieś 15$ - a podejrzewam, że i gosposia jakieś śniadanie przygotuje w ramach swojej pensji. Gdybyśmy musieli skoczyć do lekarza - robi się drogo. Wizyta kosztuje jakieś 40$.

No ale podsumujmy: dom z gosposią - pojedźmy po całości - 2000zł z wydatkami na wszystkie sprawy. Jedzenie - 20x w miesiącu na mieście to koszt 1300zł. Do tego 500zł na jedzenie w domu. Wychodzi 3800zł. Dodajmy do tego 1200zł na rozrywki i inne wydatki. Wychodzi łącznie 5000zł za dwie osoby. Nie jest źle.

Powyższa analiza jest czysto teoretyczna i należy podczas planowania wszystko sobie dokładnie obliczyć. Jestem jednak przekonany, że przy nieco skromniejszych warunkach można znaleźć miejsce dla siebie za połowę tej kwoty. Chociaż oczywiście prawdopodobnie w nieco gorszych warunkach - zakładając podobną lokalizację. Tu właśnie sprawdza się powiedzenie, że ludzie są jak buty. Są buty prawe i lewe, są kolorowe, na obcasach, skórzane czy z innych materiałów. Jest ich bardzo dużo, i są bardzo różne. Nie każdy każdemu pasuje. Warto więc myśląc o geoarbitrażu dobrze wszystko przemyśleć. Nie zawsze najtańszy kraj w Europie, czy nawet najtańszy kraj na świecie sprawi, że będziemy bardziej zadowoleni z życia.



sobota, 28 stycznia 2012

Definicja geoarbitrażu część 2: skąd wzięła się nazwa?

Skąd wzięła się nazwa geoarbitrażu? Na początku wypadałoby opisać czym jest sam arbitraż - ale jest to pojęcie bardzo szerokie i ma wiele znaczeń. Jest arbitraż sportowy - czyli bardzo upraszczając sędziowanie, jest arbitraż w prawie - będący metodą rozwiązywania sporów. Jest również kilka innych definicji, nas jednak będzie interesowało to pojęcie ujęte od strony ekonomii, bankowości i finansów.

Najczęściej arbitraż jest rozumiany jako jednoczesna transakcja zakupu i sprzedaży czegoś wartościowego od dwóch stron. Zakup jest po niższej cenie, sprzedaż po wyższej - osiągany jest więc zysk dzięki posiadanej wiedzy o różnicach cen. Często arbitraż stosowany jest między różnymi rynkami (Polska - zagranica, Europa - Stany Zjednoczone). Przedmiotem obrotu w tego typu transakcjach są najczęściej waluty czy akcje. Arbitraż jest też wykorzystywany w okresie bliskiego terminu zapadalności kontraktów terminowych - różnica w wartości akcji i kontraktów terminowych na akcje lub indeksy giełdowe może przynosić zysk. Najważniejsze jest więc zauważenie różnicy między różnymi rynkami oraz dokonanie transakcji - często natychmiastowo, ponieważ rynek bardzo szybko wyłapuje obecnie takie różnice (dzięki zaawansowanym modelom ekonomicznym).

Geoarbitraż rozumiany w ten sposób powinien więc przynosić zysk. Przynosi go w postaci oszczędności. Jak napisałem w poście "Definicja geoarbitrażu" polega on na wykorzystaniu różnicy cen na różnych rynkach. Oczywiście ceny różnych dóbr i usług w różnych krajach, a nawet w ramach samych państw (krajowy przykład podałem tu). Inne są ceny życia na Islandii, inne w Polsce a jeszcze inne w Indiach. Nie zmieniając swojego poziomu dochodów a zmieniając miejsce pobytu na tańsze możemy odczuć znaczną poprawę stanu naszych finansów. Podam jeszcze jeden przykład: koszt wynajęcia kawalerki w Warszawie to około 1500zł. Jeśli doliczymy opłaty (czynsz, woda, prąd, gaz, ubezpieczenie i inne) kwota ta pewnie wyniesie około 2000zł. Przyjmijmy, że jest to około 450 euro (różnie w zależności od kursu). Wybierzmy sobie więc dziś Tajlandię: cena wynajmu kawalerki to około 100-200 euro miesięcznie. Załóżmy, że z opłatami i za nieco lepsze mieszkanie zapłacimy 300 euro miesięcznie. 150 euro miesięcznie zostaje na czysto. Nie jest źle. A tyle akurat kosztowałoby nas miesięczne wyżywienie w Tajlandii.

Powiedzmy więc, że zarabiamy w Polsce 4000zł. Połowa idzie na mieszkanie a połowa na jedzenie i rozrywki. Zarabiając tyle samo a mieszkając w Tajlandii mamy opłacone mieszkanie, mamy wyżywienie i zostaje nam 2000zł na rozrywki (za te same dwa tysiące w kraju musimy jeszcze przez miesiąc jeść...). I tak wygląda właśnie praktyczne podliczenie arbitrażu miejsca zamieszkania.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Jak przeżyć za 15zł dziennie?

Oglądałem nie dawno program w telewizji pokazujący, jak typowi Brytyjczycy próbują żyć w Tajlandii. Niestety nie pamiętam nazwy programu, a i nadawano go dosyć późno - szkoda więc, że jej nie zapisałem. Krótko mówiąc, osoby te - grupa sześciu osób - musiała wyżyć jak typowy Taj wynajmując domek, żyjąc jak Tajowie i tak też zarabiając. Koszt wynajmu domu wynosił 450THB (niecałe 50zł) a za cały dzień harówki dostali łącznie 900THB (około 95zł). I to wszystko dla sześciu osób! Czyli dniówka wyniosła 150THB, 16zł, szesnaście złotych za cały dzień ciężkiej pracy przy zbiorze ryżu!

Ale nie to jest istotą tego postu. Chodzi mi o drugą stronę - o ceny. Skoro udało im się wynająć domek w tej cenie, i ciężko, bo ciężko, ale wyżyć - to jak to się ma do idei geoarbitrażu? Załóżmy, że nieco lepszy domek (może być i mniejszy) wynajmują 2 osoby  (załóżmy, że jest to para) za 500THB. Załóżmy też, że te dwie osoby chcą sobie pojeść jak paniska i za kolejne 500THB jedzą, piją, kupują środki higieny osobistej i inne rzeczy. Daje to łącznie 30 000THB miesięcznie, czyli około 3200zł miesięcznie, 1600zł na osobę. Dwie osoby, a i 6 osób ledwo bo ledwo, ale dawało radę. Na jednym z blogów o Tajlandii pewien polak pisze, że przeżywa za 20 000 - 25 000THB w Bangkoku, w tym wydaje 9 000 THB na mieszkanie... Czyli za 3500zł spokojnie też da się wyżyć w dwie osoby. Taką kwotę miesięcznie da 700 000zł na lokacie albo wynajem mieszkania w Warszawie. Taką kwotę może dać jedno czy dwa zlecenia które w Polsce wykonuje się o wiele drożej niż w Tajlandii - np. grafika internetowa, pisanie wniosków lub analizy finansowe. W końcu taką kwotę można też i zarobić na blogu, najlepiej anglojęzyczny.