Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kredyt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kredyt. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 stycznia 2013

Baaaaaardzo tanie kredyty

W najbliższym czasie po raz kolejny powinniśmy się spodziewać obniżek stóp procentowych. Przecież już w grudniu kilkoro członków Rady Polityki Pieniężnej było za ich obniżeniem. Jednak dziś chciałbym wam pokazać coś nieco innego. Mianowicie koszt moich kredytów.

Oto kredyt hipoteczny:



A to kredyt studencki:




Jak więc widać, oprocentowanie tego pierwszego to obecnie 3,13% a drugiego jedynie 2,12%. Zarówno pierwszy jak i drugi są dofinansowane z budżetu. Pierwszy  został zaciągnięty w programie Rodzina na Swoim, o czym pisałem w artykule Kupiłem mieszkanie - 10 powodów dlaczego. Drugi opisywałem w artykule Kredyt oprocentowany niżej, niż wynosi inflacja. Nieźle, prawda?

Co ciekawe, porównajmy to z kontem w BGŻ Optima, o którym pisałem niedawno w poście 77 zł gratis. Standardowo mamy tam 5,8% przed uwzględnieniem podatku czyli około 4,7% netto. Więcej, niż w obu przypadkach.

Co to oznacza? Ano jedną rzecz: pod żadnym pozorem nie powinienem spłacać tych zobowiązań! Kredyt studencki spłacam normalnie przez cały okres, kredyt hipoteczny normalnie przez 8 lat a ewentualnie później myślę o wcześniejszej spłacie. Weźmy taki oto przykład:

Dostaję nagle 100 000 złotych i mogę spłacić kredyt lub umieścić te pieniądze na rachunku oszczędnościowym. Koszt kredytu to 3,13% rocznie, zysk z lokaty to 4,7% rocznie. Blisko 1,5% zysku na czysto to 1 500 złotych, 150 złotych miesięcznie. Codziennie jedno piwo w przeciętnym pubie.

Kredyty są drogie? Bzdura! :)

niedziela, 30 września 2012

Jak zepsuć dobrą ofertę czyli Alior Bank marnieje

Dzisiejszy wpis będzie marudzeniem, ale marudzeniem w słusznej sprawie. Na początku chciałbym, żebyście zajrzeli na bloga Melonmaker gdzie w notce pod tytułem "Nienawidzę Aliora" znalazło się kilka ciekawych informacji na temat pogarszającego się poziomu działania tegoż banku. Chciałbym dodać do tego swoich kilka ziaren gniewu.

Po pierwsze zdecydowanie pogorszyła się obsługa kasowa. Ponieważ Alior zachęcił masę osób do płacenia rachunków bez prowizji to teraz codziennie, w każdym oddziale do kasy stoi kolejka babć i dziadków chcących oszczędzić pieniądze na opłatach za przelew. Plus dla banku, plus dla tych klientów, bardzo duży minus dla innych klientów - którzy bardzo rzadko są zapraszani bez kolejki do załatwiania spraw związanych z kontem. Mimo, iż osobiście nie korzystam zbyt często z tej funkcji to w ciągu ostatnich miesięcy ze trzy razy zmarnowałem kilkanaście minut za każdym razem. Lecz to najmniejszy problem

Alior Bank strasznie długo rozpatruje reklamacje. Pamiętam gdy kiedyś złożyłem taką - po 30 dniach nie było odpowiedzi więc zadzwoniłem do mojego opiekuna. W ciągu kilku godzin sprawa została rozwiązana pozytywnie. 3 sierpnia tego roku (TAK, prawie 2 miesiące!!!) temu złożyłem w oddziale reklamację. Miesiąc później, dokładnie miesiąc później napisałem maila do osoby u której reklamację składałem maila z pytaniem o to, czy została rozpatrzona. Otrzymałem odpowiedź;

Witam Pana,

Niestety nie mam jeszcze żadnych informacji odnośnie Pana reklamacji.

Dzisiaj wysłałam prośbę o maksymalne możliwe przyspieszenie rozpatrywania.
Jeśli tylko dostanę odpowiedź zaraz Pana poinformuję.

Pozdrawiam
Monika S********

Do dnia dzisiejszego odpowiedzi brak.  Dwa miesiące na rozpatrzenie reklamacji związanej z kartą kredytową? Zdecydowana przesada. Ostatnią moją reklamację związaną z kredytem gotówkowym mBank rozpatrzył i rozwiązał cały problem w kilka godzin.

Lecz moje największe zdziwienie budzi sprawa kredytu hipotecznego. Korzystam aktywnie z produktów Alior Banku. Mam tam kartę kredytową, kredyt odnawialny a kiedyś miałem także i gotówkowy. Mam bardzo dobrą historię w Biurze Informacji Kredytowej. Zdecydowałem się na złożenie wniosku o kredyt za pośrednictwem firmy doradczej w kilku bankach - w tym również do Alior Banku. Jakież było moje zdziwienie gdy dowiedziałem się, że nie spełniam ich wewnętrznych warunków! Dziwiła się temu zarówno osoba pomagająca mi w uzyskaniu kredytu jak i sam analityk z Alior Banku. W systemie jak wół wyskakiwało, że nie ma dla mnie żadnej oferty pomimo tego, że w bankach z którymi nie miałem nigdy nic wspólnego dostałem ciekawe propozycje.

Oczywiście, cieszę się z kredytu odnawialnego na 11,9% w skali roku (oferta promocyjna, prowizja 0,5%) jednak takie traktowanie mnie jako klienta, dobrego klienta mi się nie podoba. Zresztą chyba nie tylko mi. Poziom obsługi w Aliorze zdecydowanie spada i jest to nie tylko moja opinia. A szkoda, bo był to jeden z fajniejszych banków z jakimi do tej pory współpracowałem.

sobota, 29 września 2012

Kupiłem mieszkanie - 10 powodów dlaczego.

Jak zapewne zauważyliście, w ostatnim czasie moja aktywność na blogu była trochę zmniejszona. Spowodowane to było licznymi sprawami, lecz głównym powodem była mniejsza ilość czasu ze względu na zakup przeze mnie nieruchomości.

Tak, dobrze czytacie. Kupuję mieszkanie (właściwie to kupiłem dziurę w ziemi). Pewnie nie jedna i nie jeden z was, drodzy czytelnicy pomyślał sobie: idiota, kryzys, a on kupuje mieszkanie. Dokładnie, kupuję mieszkanie. Poniżej w kilku punktach wytłumaczę wam, dlaczego.

1) Koniec programu Rodzina na Swoim

Chyba wszyscy już o tym wiedzą - z końcem roku kończy się program rodzina na swoim w tym "podprogram" z którego akurat ja będę korzystał. Chodzi oczywiście o program Singiel na swoim. W tym programie państwo dopłaca połowę (nie do końca tak prosto) odsetek przez 8 lat. Ponieważ program ten się kończy - warto z niego skorzystać. By zakupić nieruchomość w tym programie trzeba spełnić odpowiednie wymagania. W moim przypadku wiekowe oraz nie mogłem być nigdy posiadaczem nieruchomości. Spełniam wymagania programu, więc warto z niego skorzystać. Jednak drugim aspektem jest to, że pierwsza transza kredytu hipotecznego w programie Rodzina na Swoim musi zostać uruchomiona jeszcze w tym roku. Im szybciej się to załatwi tym lepiej - pod koniec roku będzie z tym ciężko.

2) Spadające ceny nieruchomości to mit

Oczywiście, na rynku jest całe mnóstwo wybudowanych bloków, nawet w 2010 roku, w których dalej są wolne mieszkania. I ich właściciele - najczęściej deweloperzy - bardzo chętnie by je sprzedali, lecz nie mają kupców. Oferują więc obniżki i rozmaite promocje. Dlaczego jednak te mieszkania się nie sprzedały? Powodów jest kilka. Polacy przemyśleli sprawę i nie kupują byle czego i byle gdzie - zresztą hamują nas w tym również banki. Oglądałem kilka nieruchomości już gotowych i często mogłem wynegocjować znaczącą obniżkę ceny (7% w kilka minut) jednak nieruchomości te były kiepsko położone, kiepsko zbudowane, kiepsko... Długo można by wymieniać. Dobre nieruchomości się sprzedają i wcale nie wynegocjujemy dużej obniżki. Swoją drogą: jeden z deweloperów poinformował mnie, że zamierza... podnosić ceny! Z kolei mój znajomy zamierza otworzyć firmę deweloperską i już może liczyć zyski na niedawno kupionej działce budowlanej mimo, że jeszcze nawet nie zaczął planować budowy. Po prostu wzrosły ceny działek.

3) Stopy procentowe będą spadać

Wszystko wskazuje na to, że w ciągu najbliższych miesięcy stopy procentowe będą spadać - nawet dość znacząco. Mam kilku znajomych analityków w bankach i oczekują oni spadku w ciągu 12 miesięcy o minimum 0,5% poziomu stóp procentowych. To dużo. Dzięki temu kredyt który będę spłacał będzie jeszcze tańszy.

4) Kupuję mieszkanie tanie, w dobrej lokalizacji i po niskich kosztach

W programie Singiel na swoim państwo dopłaci mi 3,52% (stan na dzień dzisiejszy). Jeśli więc biorę kredyt na WIBOR 6M + 1,5% marży (przykład) to moje odsetki wyniosą 4,94% (stawka WIBOR) + 1,5% = 2,92% w skali roku. Tyle będę musiał płacić ceteris paribus przez osiem lat. Warto tylko wspomnieć, że inflacja w lipcu rok do roku wynosiła... 4%! Oznacza to, że mieszkanie kupię taniej od inflacji! Podobnie jest w przypadku kredytu studenckiego - obecnie jego oprocentowanie to 2,5% w skali roku. Warto więc skorzystać. Zwłaszcza, że znalazłem bardzo ciekawą kawalerkę w bloku, w którym są dopiero fundamenty. Dodatkowo jest ona w bliskiej odległości od centrum miasta, w niezłej okolicy, bardzo dobrze skomunikowana - zarówno z innymi częściami miasta jak i z innymi miastami. Do tego park tylko dla mieszkańców (nieduży, ale zawsze). Same zalety.

5) Sprzedawaj, gdy inni kupują. Kupuj, gdy wszyscy sprzedają

Wszyscy straszą kryzysem - którego nie ma. Mamy wolniejszy wzrost. Wolniejszy, ale wzrost! Wszędzie słychać, że ceny nieruchomości będą spadać. I będą. Ale tych słabych, źle zbudowanych i kiepsko położonych. Dobre nieruchomości zawsze znajdą nabywców. Wspomniana wyżej zasada mówi nie w prost o tym, że kupując gdy wszyscy kupują można stracić. Dlaczego więc jeśli mam zdolność kredytową, mogę pozwolić sobie na zakup małego mieszkania, dopłaca mi do tego państwo, mieszkanie jest tanie i nieźle położone to nie miałbym skorzystać z takiej oferty? Nawet, jeśli wartość tej nieruchomości będzie nieznacznie spadała to i tak wyjdę na tym dobrze. A w przypadku wzrostu cen mieszkań za kilka lat - zarobię kilka złotych. Raczej nie doczekam czasów, kiedy własnościowa kawalerka w nowym budownictwie będzie kosztowała 50 000 złotych. A jeśli tak się stanie - będzie kiepsko. Ale na razie nic nie wróży spadku cen mieszkań o kilkadziesiąt procent.

6) Kolejne rekomendacje KNF

Być może słyszeliście, że KNF znów coś kombinuje i chce wprowadzić kolejne regulacje lub złagodzić te już istniejące. Takie działanie zawsze wprowadza bałagan. Jeśli zdążę przez zmianami - będę bardzo zadowolony. Patrząc dalej - mogę nawet na tym nieźle zyskać. Jeśli polityka banków będzie łagodniejsza po wprowadzeniu/zmianach regulacji to będę mógł się starać o kolejny kredyt hipoteczny na kolejne mieszkanie na niezłych warunkach. Dlaczego? Bo ten kredyt będę już spłacał kilka miesięcy a mieszkanie w końcu zostanie wybudowane (przed wakacjami 2013 roku). Będę więc płacił niską ratę i dzięki dobrej historii kredytowej być może uda mi się także poprawić warunki tego kredytu (na przykład niższa marża).

7) Opcja awaryjna - wynajem

Kupuję mieszkanie całkiem niezłe, w niezłej okolicy. W razie "W" mógłbym je wynająć dzięki czemu pokryłbym koszt raty i moje miesięczne obciążenia byłyby niższe. Mieszkanie to nie jest moim docelowym lokum - bo w przypadku znalezienia żony (dajmy sobie jeszcze czas do trzydziestki piątki) czy spłodzenia dzieciaka takie mieszkanie będzie raczej za małe. Dlatego zawsze kawalerka będzie mogła zostać wynajęta.

8) Żona? Co z tego, kawalerka dalej moja.

Po rozmowie z notariuszem znalazłem jeszcze jeden plus zakupu tej nieruchomości. Nawet, jeśli za jakiś czas znajdę żonę (lub ona mnie) to mieszkanie wchodzi do mojego indywidualnego majątku (tak jak na przykład udziały czy akcje w firmach) chyba, że postanowię inaczej. Sprawa jest oczywiście do bardziej dogłębnego poznania, jednak co moje to moje i nie rusz :)

9) Szkoda marnować zdolności kredytowej

Mam zdolność kredytową. Nie jakąś gigantyczną, ale mam. Dlaczego więc jej nie wykorzystać? Mam bardzo dobrą historię w Biurze Informacji Kredytowej, spłaciłem kilka kredytów. Rata tego wyniesie mniej niż 20% moich dochodów (nie dlatego, że dużo zarabiam tylko dlatego, że cena nieruchomości jest bardzo niska i dodatkowo są dopłaty). Spokojnie tą kwotę mogę płacić miesięcznie. Pamiętajcie, że każdy zakup nieruchomości poprawia stan naszej gospodarki - będę musiał przecież kupić meble, sprzęt AGD, wykończyć mieszkanie... Wszystko to w połączeniu z promocyjnym oprocentowaniem sprawia, że zdecydowałem się na zakup. 

10) Nikt nie kupuje mieszkań? Bzdura.

Znam co najmniej 3 osoby które właśnie kupiły lub kupują mieszkania od deweloperów. Pewnie kilkoro znajomych się też do tego szykuje powoli. Jednak pamiętajmy o jednym: dopiero teraz na rynek nieruchomości będą wchodzili młodzi ludzie urodzeni w boomie. Obecni 25-30 latkowie dopiero będą kupować mieszkania na własność - do tej pory mieszkali z rodzicami, w akademikach lub mieszkania wynajmowali. 

Podsumowując, kupiłem dziurę w ziemi z nadzieją, że będzie tam za kilka miesięcy moje mieszkanie. Myślę, że to dobra decyzja ze względu na bliskość centrum, atrakcyjną cenę oraz dopłaty w programie Singiel na Swoim. Czy decyzja okaże się być dobrą - zweryfikuje czas. A co wy o tym sądzicie?

piątek, 20 lipca 2012

Jednak mBank wygrał z Alior Bankiem.

Na początku chciałbym przeprosić za zaniedbanie w ostatnich dniach tematyki podróżniczej czy cen w najtańszych krajach na świecie - lipiec postanowiłem przeznaczyć na poprawienie sytuacji finansowej swojego portfela - głównie chodzi o kredyty. Jednak nie macie się co obawiać, do tematyki wyjazdowej na pewno niedługo wrócę - w końcu wyjeżdżam w sierpniu po raz kolejny do naszych południowych sąsiadów więc na pewno pojawi się kolejny artykuł w którym przedstawię ceny w Czechach czy tamtejszych restauracjach. Myślę również o Bałkanach we wrześniu - wszystko więc przed nami.

W ostatnim miesiącu wiele się zmieniało. Kredyty w mBanku i BZ WBK zamieniłem na kredyt konsolidacyjny w Alior Banku. Zamiast płacić odpowiednio 20,1% i 16,99% odsetek w skali roku zamieniłem oba kredyty na jeden i to oprocentowany na 15,50% w skali roku przy braku kosztów dodatkowych (0zł prowizji, brak ubezpieczenia). Rzeczywista roczna stopa oprocentowania tego kredytu wyniosła 16,65% w skali roku. Jednak bardzo dużą niedogodnością okazało się to, że każda wcześniejsza spłata części kredytu wymaga złożenia druku z odpowiednią deklaracją.

Jeśli dobrze pamiętam to osiem dni temu zadzwonił do mnie pracownik firmy współpracującej z mBankiem. Zaproponował mi on kredyt gotówkowy oprocentowany na 15,1% (16,2% rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania, 0zł prowizji, 0zł ubezpieczenia). Oferta tylko nieznacznie atrakcyjniejsza. Każdy tysiąc złotych daje oszczędność jedynie czterech złotych w skali całego roku - przy kilkunastu tysiącach złotych kredytu oszczędność wyniosłaby kilkadziesiąt złotych w skali roku - niewiele. Nie był to więc warunek najważniejszy dla mnie. Ważniejsze było to, że w mBanku bez problemów mogę nadpłacać sobie kredyt nawet o 1zł i potrzebuję do tego jedynie wpisać SMS kod. To przeważyło szalę na korzyść mBanku.

Jak pisałem wcześniej - umowę miałem już dostępną w systemie. We wtorek kliknąłem zgodę na udzielenie mi kredytu i w ciągu kilku minut moje konto wzbogaciło się o przyznaną kwotę. Niedaleko miałem Alior Bank więc od razu skierowałem tam swoje kroki i wypłaciłem pieniądze z bankomatu, wpłaciłem je w kasie i skierowałem się do doradcy klienta indywidualnego. Pewna Pani poinformowała mnie, że zamknięcie potrwa 3 dni robocze. Jednak okazało się, że już następnego dnia Alior Bank zamknął mój kredyt i cieszę się tylko tym w mBanku (oczywiście poza kredytem studenckim).

Zabawne jest to, że mając kredyt w mBanku musiałem się tyle nakombinować, by zmniejszyć oprocentowanie kredytu dokładnie o 5 punktów procentowych. Uniknąłem również prowizji którą płaciłem za pierwszym razem. Wychodzi więc na to, że bardzo opłaca się szukać tańszych ofert w innych bankach - 5 punktów procentowych oszczędności to 50zł rocznie. Przy kredycie w kwocie 24 000zł daje to oszczędność 100zł każdego miesiąca samych odsetek! Jakby nie było - arbitraż cenowy. Zamiast płacić za coś więcej płacimy zdecydowanie mniej. Oczywiście nie ma co przesadzać z kombinowaniem, jeśli nasza sytuacja finansowa jest niepewna. Jednak jeśli nasze dochody są stabilne i problemów z negatywnymi wpisami w Biurze Informacji Kredytowej nie mieliśmy - śmiało możemy zacząć rozglądać się za lepszymi ofertami.

Jeszcze jest kilka sposobów, poza zmianą banku w którym mamy kredyt, na obniżenie naszych comiesięcznych kosztów. Chociażby kredyt odnawialny czy tańsze karty kredytowe lub - co może wydawać się na początku zupełnie bez sensu - spłatę kredytu kartą kredytową! Czasem, jeśli odpowiednio pomyślimy nad tym to takie rozwiązanie może nam się opłacić.

sobota, 14 lipca 2012

Mbank szachuje Alior Bank


Nie minęło sporo czasu a mile zaskoczył mnie telefon od pracownika firmy obsługującej mBank. Co prawda nie był on zbyt kompetentny i nie posiadał wiedzy którą powinien posiadać (na przykład nie rozróżniał oprocentowania nominalnego od rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania) jednak zaproponował mi kredyt gotówkowy. Nie potrzebuję pieniędzy, jednak oferta mnie zainteresowała.

Jak dobrze wiecie z wpisu w którym opisywałem kredyt konsolidacyjny w Alior Banku dotychczasowa moja umowa zawiera oprocentowanie w wysokości 15,5% w skali roku. Do tego zero opłat, brak ubezpieczenia, żadnych kosztów dodatkowych. Telefon od pracownika firmy obsługującej mBank wiązał się z nieco lepszą propozycją. Otóż zaproponowano mi kredyt gotówkowy oprocentowany na 15,1% w skali roku i również zero opłat, prowizji i kosztów ubezpieczenia.

Moja oszczędność z przeniesienia kredytu do mBanku wyniosłaby, jak szybko obliczyłem, jakieś 66zł w skali roku. Kilka złotych miesięcznie. Niewiele i właściwie nie ma sensu przenoszenie kredytu tylko po to, by zaoszczędzić piwo miesięcznie. Zwłaszcza, że znów będę musiał namęczyć się z wcześniejszą spłatą kredytu w Alior Banku. Jednak prawdopodobnie zdecyduję się na to rozwiązanie z innego powodu – mBank jest moim głównym kontem i wcześniejsza spłata kredytu nie wymaga bezsensownej papierologii. Daje to bardzo dużą przewagę mBanku nad Alior Bankiem.

Od razu po rozmowie telefonicznej z pracownikiem firmy zewnętrznej obsługującej mBank (dowiedziałem się o tym z umowy kredytowej) dostałem maila z potwierdzeniem tych informacji i po kilku godzinach umowa została mi udostępniona w systemie transakcyjnym mBanku. Po drodze miałem jeszcze jeden telefon od pracownicy mBanku – by zweryfikować błędnie wprowadzony numer dowodu (wina pracownika wprowadzającego dane). W chwili obecnej tylko jedno kliknięcie w systemie dzieli mnie od uruchomienia tej gotówki. Na ostateczną decyzję mam 7 dni.

Zobaczymy, czy Alior Bank zaproponuje mi obniżenie oprocentowania bym został z kredytem w ich banku. Prawdopodobnie szeregowy pracownik nie będzie mógł zbyt wiele zrobić, jednak być może mail do dyrektora oddziału w czymś pomoże. Zobaczymy, co się będzie działo w najbliższych kilku dniach.

piątek, 13 lipca 2012

Do Alior Banku zawsze chodzisz 3 razy.

Jak pisałem jakiś czas temu – zdecydowałem się na konsolidację kredytów. Posiadałem do tej pory dwa kredyty gotówkowe w mBanku oraz w BZ WBK. Oba kredyty gotówkowe zamieniłem na jeden kredyt w Alior Banku. Podstawową przesłanką było zmniejszenie oprocentowania. Do tej pory BZ WBK utrzymywał dla mnie oprocentowanie w wysokości 16,99% a mBank niedawno podniósł oprocentowanie do 20,1%. W Alior Banku otrzymałem ofertę na poziomie 15,5% bez żadnej prowizji i bez dodatkowych opłat. Korzystnie.

Niestety obniżenie oprocentowania kosztowało mnie aż 3 wizyty w Alior Banku. Pierwsza rozmowa to omówienie warunków i wstępna propozycja najkorzystniejszego rozwiązania. Nie miałem jeszcze zaświadczenia o zarobkach, a kwota powyżej 10 000zł wymaga dostarczenia go. Druga moja wizyta to już normalne złożenie dokumentów i od razu podpisanie umowy. Po weryfikacji umowa ta jest umową kredytową i pieniądze są od razu uruchamiane. Niestety wiąże się to z koniecznością dostarczenia umów z poprzednich kredytów – co  uczyniłem. Do tego podpisanie całej masy dokumentów – koszmar.

Po mniej więcej dwóch dniach otrzymałem telefon od Pani Moniki, która mnie obsługiwała, o decyzji odmownej wydanej przez analityka. Z dwóch przyczyn. Po pierwsze na jednej z umów nie było moich podpisów. Żeby było śmieszniej, na tej umowie, chodzi o mBank, nie było miejsca na moje podpisy bo umowa była zawierana elektronicznie! Drugi powód odrzucenia wniosku to brak umowy o kredyt studencki sprzed jakichś 7 lat (kredyt spłacam, byłem poinformowany o braku konieczności dostarczenia dokumentów z nim związanych).

Po znalezieniu umowy o kredyt studencki wybrałem się z trzecią wizytą do Alior Banku by kolejny raz podpisać umowę (znów cała masa papierów) i po dwóch dniach otrzymać informację o tym, że pieniądze zostały już przekazane na moje rachunki bankowe. Bardzo dużo zachodu i co najmniej kilka godzin zmarnowanych – jednak oszczędność kilkudziesięciu złotych miesięcznie była nie do pogardzenia.

Alior Bank dostał u mnie jeszcze jednego, bardzo dużego minusa. Wcześniejsza spłata części kredytu wiąże się z koniecznością przelania pieniędzy na rachunek kredytu, osobistego dostarczenia do banku specjalnego druku z deklaracja wcześniejszej spłaty części kapitału oraz przesłania nam pisemnego harmonogramu z najbliższymi 12 ratami. Totalnie bez sensu. W mBanku wystarczy przelanie kwoty i z rachunku i po sprawie.

Podsumowując: duży plus za obniżenie oprocentowania, duży minus za zmarnowaną sporą ilość czasu i jeszcze większy za kombinacje związane ze wcześniejszą spłatą kredytu. Mimo wszystko jestem zadowolony – zawsze trochę pieniędzy zostanie w kieszeni.

P.S. Kredyt odnawialny w Alior Banku również udało się załatwić dopiero za trzecią wizytą...

piątek, 8 czerwca 2012

Obniż oprocentowanie swoich kredytów!

Skuszony nową ofertą Alior Banku związaną z niższymi rachunkami sprawdziłem co oferują. No i wybrałem się dziś do ichniej placówki by dowiedzieć się co nieco w związku z obniżaniem opłat miesięcznych. Jako, że jedynymi opłatami miesięcznymi które mógłbym sobie obniżyć są raty kredytów gotówkowych to przemiła Pani zaproponowała mi konsolidację. Nie bójcie się, nie mam żadnych kłopotów finansowych i wszystkie raty spłacam regularnie - podobnie jak w całości spłacam karty kredytowe. Przyjrzyjmy się jednak konkretnie temu przypadkowi.

Aktualnie posiadam dwa kredyty gotówkowe - w mBanku oraz w BZ WBK. Kredyt w mBanku mam oprocentowany na 19,29% ale po spłacie najbliższej raty - już 11 czerwca - oprocentowanie to zostanie podniesione o 0,81% w związku ze wzrostem wartości WIBOR 3M. Sprawdziłem - zapis tego typu faktycznie mam w umowie, podwyższenie oprocentowania tego kredytu jest więc zasadne. W BZ WBK posiadam kredyt oprocentowany na 16,99% - więc trochę lepiej, ale niestety na początku były spore koszty prowizji i ubezpieczenia (z którego później zrezygnowałem). Podsumowując: mam aktualnie niecałe 20 000zł kredytów gotówkowych z przeznaczeniem inwestycyjnym. Do tego posiadam kredy studencki oprocentowany na 2,5% w skali roku oraz dwie karty kredytowe które jednak zostawiam tak jak są ponieważ nie mam z nimi jakichkolwiek problemów. Spłaty zawsze w terminie. Płacone przeze mnie raty to około 411zł w mBanku - kredyt był na 5 lat oraz 132zł w BZ WBK - tam był rok dłużej. Łącznie więc płacę co miesiąc około 544zł.


Co mi zaproponowano? Otóż bardzo mile zaskoczyła mnie wiadomość, że posiadam zdolność na ponad 60 000 złotych - czyli około trzydziestokrotność moich dochodów z tytułu umowy o pracę na czas nieokreślony. Nieźle. Oczywiście uwzględniają zobowiązania będzie to odpowiednio mniej. Ale co zaproponowano mi w Alior Banku? Dwa produkty:

1) Kredyt odnawialny w wysokości 12 000 zł z oprocentowaniem 12% w skali roku (promocja do końca czerwca) oraz z opłatą za udzielenie w wysokości 0,5% (60zł). Oprocentowanie promocyjne przez 12 miesięcy, później standardowe 17%.

2) Kredyt gotówkowy konsolidacyjny oprocentowany na 15,5% bez jakiejkolwiek prowizji i kosztów dodatkowych (zrezygnowałem z ubezpieczenia).

No i powiedzcie, co zrobilibyście w takim wypadku? Najbardziej opłacalnym rozwiązaniem dla osoby która jedynie chciała by spłacić te 20 000 zł byłoby wzięcie 12 000zł na 12%, spłacenie z tego kredytów gotówkowych oraz konsolidacja w kwocie 8 000zł. W takim wypadku oprocentowanie kredytów znacząco by mi się obniżyło i byłoby zdecydowanie korzystne ze względu na opłatę tylko 60zł za udzielenie limitu przy kredycie odnawialnym.

Ponieważ i tak staram się co jakiś czas nadpłacać kredyty posiadane to zmiana oprocentowania na niższe tylko ułatwi mi to zadanie. Jednak nie zamierzam skorzystać z najbardziej optymalnego rozwiązania - przeprowadzę jedynie konsolidację na 15,5%. Wspomniany wyżej kredyt odnawialny jednak również wezmę - dzięki niemu będę mógł zrealizować korzystną inwestycję.

Podsumowując: nawet osoby które nie posiadają żadnych problemów finansowych są w stanie zyskać na konsolidacji kredytów. W moim przypadku zamiast dwóch rat w sumie na 544zł będę prawdopodobnie spłacał jedną ratę na około 330zł przy kredycie na 120 miesięcy (10 lat). Dlaczego rozkładam spłatę na tak długi okres? Bo i tak nie płacę prowizji, i tak nie płace za nadpłatę kredytu a mogę obniżyć sobie minimalne miesięczne płatności. Jeśli będę chciał spłacić jedynie 330zł - tak zrobię (gdy na przykład będę miał duże wydatki). Gdy będę miał gotówkę - spłacę więcej. Standardowo jednak będę prawdopodobnie spłacał mniej więcej 500 - 1000zł miesięcznie by szybciej uciec od kredytu gotówkowego. Nie mniej jednak zmiana będzie korzystna dla mnie - na koniec jeszcze małe podsumowanie:

Koszt odsetek od 1000zł kredytu za każdy miesiąc:
- mBank (21%/rok) - 17,50zł
- BZ WBK (16,99%/rok) - 14,16zł
- Alior Bank (15,5%/rok) - 12,92zł

Na każdym tysiącu złotych zaoszczędzę więc w przypadku mBanku 4,58zł a w przypadku BZ WBK 1,24zł. Zdecydowanie widać, że bardzo opłaca się skonsolidować kredyt w mBanku. W sumie na powyższym działaniu powinienem zaoszczędzić trochę ponad 70 złotych odsetek miesięcznie. Czy warto? Jasne, że tak!

środa, 9 maja 2012

Kredyt oprocentowany niżej, niż wynosi inflacja

Dzisiejszy post będzie skierowany zwłaszcza do młodych osób. Chciałbym wam polecić kredyt studencki. Już wyjaśniam dlaczego. Trzymam właśnie przed sobą zawiadomienie o najbliższej spłacie kredytu studenckiego z banku Pekao S.A. w który mam tenże kredyt. Kwota raty którą mam do spłaty na najbliższy miesiąc to 346,26zł a oprocentowanie wynosi, uwaga, uwaga: 2,375%! Tak jest, niecałe 2,5% w skali roku! No i porównajmy to ze stopą inflacji - wyniosła ona w marcu 2012 roku 3,9%. A więc mój kredyt właściwie zarabia na mnie i jeśli go spłacam w terminie to de facto z każdym miesiącem mam nieco mniej do zapłaty (uwzględniając inflację). Sympatycznie.

No ale od początku. Kredyt studencki jest udzielany na okres studiów. Maksymalnie na 5 lat i w tym czasie otrzymujemy 10 razy w roku określoną w odpowiednich przepisach prawnych kwotę pieniędzy. Aktualnie jest to 600 złotych miesięcznie, łącznie możemy więc otrzymać 30 000 złotych. Po studiach mamy jeszcze 2 lata karencji, więc dopiero po 7 roku od rozpoczęcia studiów zaczynamy spłacać kredyt studencki.

Zróbmy małe obliczenia. Konieczne są jednak pewne założenia:
1) Stopa inflacji = 0
2) Stopa zwrotu z inwestycji = 2% netto
3) Pieniądze wpłacamy w każdym miesiącu w którym je otrzymujemy i czekamy tak do końca 7 roku.
Uproszczenia 1) i 2) są dla łatwości obliczeń. Owszem, możemy przyjąć jakąś stawkę inflacji równą na przykład "x", ale nie ma co kombinować. W faktycznych warunkach inflacja wynosi około 4% i możliwe jest osiągnięcie 2% netto powyżej inflacji na dobrej lokacie. Załóżmy więc, że stopa inflacji = x, tyle samo wynosi oprocentowanie kredytu i stopa z inwestycji wynosi netto x+2%. Wynik powinien być zbliżony do uproszczonych założeń które przedstawiłem

W tych warunkach po 7 latach będziemy mieć na koncie 32 916,08zł. Taka kwota przy powyższych założeniach da więc 54,86zł miesięcznie a zgodnie z założeniem będziemy co miesiąc spłacać 300zł raty. Do spłaty będziemy mieć więc mniej, niż pożyczyliśmy pieniędzy. Jeśli takie warunki by się utrzymały, do spłaty mielibyśmy każdego miesiąca mniej o 54,86zł niż pożyczyliśmy.

Warunki które tu opisałem są oczywiście bardzo uproszczone. Można jednak śmiało i bez większych problemów przygotować analizę dla bardziej skomplikowanego modelu zakładającego jakiś poziom inflacji, jakąś stopę zwrotu i jakieś oprocentowanie kredytu. Wydaje mi się jednak, że założenia przeze mnie przyjęte prezentują opłacalność zaciągnięcia kredytu studenckiego. Jeśli więc to nie wystarczy, to jeszcze jedna mała informacja: w maju mam do zapłaty 46,26zł odsetek od kwoty 23 700zł. Jeśli taką samą kwotę miałbym na lokacie oprocentowanej na 6,5% w skali roku (nie szukając daleko - BGŻ Optima) to odsetki miesięczne powinny wynieść około 128,38zł brutto czyli prawie 104 złote na czysto (nie bawiąc się w zaokrąglanie podatku). Odsetki uzyskane przeze  mnie na lokacie byłyby więc o prawie 60zł wyższe niż odsetki które muszę zapłacić od tego kredytu! Dlatego bardzo gorąco polecam zainteresowanie się tym tematem, na pewno (jeśli jesteście studentami i spełniacie warunki) kredyt studencki może być ciekawym rozwiązaniem inwestycyjnym. W końcu pieniądze robią się same :)