Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 czerwca 2013

Textmarket - zarobki w ciągu 13 miesięcy

Poprzedni wpis został przeze mnie poświęcony programowi partnerskiemu serwisu Textmarket, możecie go znaleźć tu: "Program partnerski Textmarket - realne zarobki". Dziś chciałbym się skupić na opisaniu Wam zarobków, jakie można otrzymać samodzielnie. Zarabianie przez pisanie tekstów jest moim zdaniem jednym z ciekawszych sposobów na zwiększenie swoich dochodów.


W ubiegłym roku miałem przyjemność otrzymania łącznie czterech przelewów, na kwotę 4 000 złotych. W tym roku do dnia dzisiejszego otrzymałem już 3 przelewy, na kwotę nieco poniżej 3000 złotych, lecz wraz z pieniędzmi na koncie w serwisie Textmarket, spokojnie przekroczyłem kwotę 3000 złotych. Powiedzcie mi więc, czy 7000 złotych rocznego, DODATKOWEGO dochodu to mało?! Dla osoby zarabiającej kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie, może nie być to wartość wysoka. Jeśli jednak porównamy to z minimalną krajową, która wynosi nieco poniżej 1200 zł netto miesięcznie (około 14 000 zł rocznie) to jest to kwota dość spora. Zwłaszcza, że nie wymaga przeważnie aż tak intensywnej i męczącej pracy.

Jak w każdym wypadku, tak i w serwisie Textmarket musimy spędzić trochę czasu polując na zlecenia czy też dodając artykuły przez nas napisane. Jednak dla mnie, osoby która i tak spędza bardzo dużo czasu przy komputerze, napisanie kilku artykułów nie stanowi żadnego problemu. Zwłaszcza, że robię coś pożytecznego zamiast oglądać obrazki na serwisach typu Kwejk. A i wyniki są bardzo atrakcyjne, dlatego też nie zamierzam rezygnować ze współpracy z serwisem. Wręcz przeciwnie, jeśli będzie się ona rozwijała tak, jak do tej pory, to z pewnością będę zainteresowany zwiększeniem swoich dochodów.

A co Ty, drogi czytelniku, powiedziałbyś na dodatkowych kilka tysięcy złotych rocznie poświęcając na to kilkanaście minut dziennie? Jeśli nie wierzysz, spójrz do poprzednich postów na temat serwisu Textmarket, gdzie prezentowałem screeny z mojego konta bankowego.

wtorek, 21 maja 2013

Płaca minimalna w 2014 roku

Właśnie przed chwilą trafiłem na bardzo ciekawy artykuł, oto jego fragment:

Ustalona przez rząd i pracodawców podwyżka wynosi 88 zł. Jej wprowadzenie oznaczałoby wzrost płacy minimalnej do 1688 zł. Ustalona podwyżka jest względnie niska - od stycznia 2013 r. płaca minimalna wzrosła o 100 zł, a 1 od stycznia 2012 r. aż o 114 zł. Dlatego teraz związkowcy protestują przeciwko - ich zdaniem - zbyt małej podwyżce.

- Dla nas brzegową kwotą jest 1720 zł i w żadnym wypadku nie wyrażamy zgody na niższe wynagrodzenie - podkreślał Tadeusz Chwałka, szef Forum Związków Zawodowych. - Mamy dość takiego dialogu, który jest tylko informowaniem, niczym innym.
Jest to fragment artykułu pod tytułem "Płaca minimalna, czyli jaka? Spór o 32 zł". Obecnie minimalna pensja wynosi 1600 złotych brutto, czyli około 1186 złotych netto. Czy to mało? Moim zdaniem wcale nie! Weźmy pod uwagę małżeństwo, w którym dwie osoby zarabiają minimalną krajową - w sumie wychodzi niecałe 2400 złotych, z czego konieczne jest opłacenie wynajmu mieszkania i opłat licznikowych, przejazdów komunikacją miejską i oczywiście wyżywienia. W Warszawie byłoby to trudne, ale dwie osoby mieszkające nawet w małej miejscowości są w stanie spokojnie się utrzymać za takie pieniądze. Co prawda trudno myśleć o zakupie nieruchomości, ale nie jest też to sytuacja głodowa.

Podniesienie minimalnej krajowej spowoduje kilka rzeczy. Po pierwsze, wyższe koszty dla pracodawców. Przy 1600zł brutto, koszt pracodawcy to około 1930 złotych. Podniesienie do 1720zł brutto spowoduje, że pracodawca zapłaci około 2075 złotych. Sporo.

Źródło: gazetapraca.pl


Sprawa ma jeszcze inny wymiar. Zauważmy, że na przykład dłużnicy nie mają zabieranych świadczeń właśnie do kwoty minimalnego wynagrodzenia! Podniesienie go do 1688zł czy nawet 1720zł spowoduje, że spadnie poziom spłat od dłużników, a jednocześnie powinna wzrosnąć konsumpcja - mało która osoba zdecyduje się na przeznaczenie dodatkowych dochodów na oszczędności. Zwłaszcza, że przy pensji dla pracownia na poziomie 1720zł brutto wzrost pensji netto wyniesie około 80 złotych. To dużo, dla osoby zarabiającej do tej pory 1186 złotych. Około 6,7% wzrostu, i to po raz kolejny. Musi mieć to wpływ na ogólny poziom cen, bowiem bardzo duża grupa Polaków zarabia właśnie minimalną krajową.

Pamiętajmy jeszcze o jednej sprawie: pensja minimalna rośnie nieprzerwanie. W 2006 roku wynosiła jeszcze 899,1zł brutto, na rok 2014 plany są od 1688 do 1720zł brutto. Pewnie w 2015 minimalna krajowa sięgnie już blisko 1800zł - wzrost wynagrodzenia o 100% w skali 9 lat wcale nie jest mały.

Czy wzrost minimalnej krajowej jest dobry czy zły mogę odpowiedzieć tylko na jeden sposób. W taki, jak odpowiedziałby każdy dobry ekonomista: to zależy. Dla Kowalskiego pracującego za minimalną krajową - to dobrze. Dla pracodawcy - już nie koniecznie. A dla gospodarki? Nie mam pojęcia, bo z jednej strony wzrosnąć może szara strefa, z drugiej jednak strony zwiększyć się może konsumpcja czy też wpływy podatkowe. No cóż, zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie...

poniedziałek, 20 maja 2013

Kryzys na rynku pracy? Nie prawda!

Właściwie w z każdej strony media informują nas, że na rynku pracy są problemy. Śmiem twierdzić, że to nieprawda i jak ktoś chce, to będzie pracował i to za dobre pieniądze. Kilka przykładów z ostatnich kilku miesięcy spośród moich znajomych:

1) Pierwsza praca, po tygodniu zmieniona na 2x lepiej płatną - absolwentka kierunku ekonomicznego
2) Informatyk zwolniony w mieście wojewódzkim, po miesiącu poszukiwań znajduje pracę z wynagrodzeniem 2x wyższym w Warszawie
3) Ekonomista z dużego banku przenosi się do instytucji finansowej, w której dochody będą około 30% wyższe.
4) Absolwent prawa na lokalnej uczelni po raz kolejny dostaje awans na stażu menedżerskim w ogólnopolskiej sieci hipermarketów pochodzenia zagranicznego.
5) Bezrobotny absolwent prawa nie szuka pracy, ponieważ status bezrobotnego umożliwi mu na rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej dzięki dofinansowaniu
6) Dziewczyna bez doświadczenia w finansach zostaje przyjęta do międzynarodowej korporacji finansowej na przyjemnych warunkach.

Źródło: spreadshirt.net
We wszystkich powyższych przypadkach mowa jednak o osobach z wykształceniem. Niestety nie znam zbyt wielu osób jedynie z podstawowym wykształceniem - należę już do pokolenia, które w dużej mierze kończy edukacje właśnie na studiach. Czy to źle? Nie, bo jak widać po powyższych przypadkach, ze znalezieniem pracy nie jest tragicznie. Wystarczą umiejętności, wiedza i trochę elastyczności.

Problemem jest moim zdaniem właśnie brak tej ostatniej. Brak elastyczności, mobilności i chęci znalezienia pracy, która pozwoli na odniesienie sukcesu. Jeśli ktoś idzie na pedagogikę czy socjologię, to musi wiedzieć, że o pracę będzie mu ciężko. Jeśli tego nie wie, to jego błąd - dowiedzieć tego można się w kilka minut w internecie.


Oczywiście nie jest też tak różowo, że każdy powinien skakać z zachwytu. Zdarzają się bowiem zwolnienia, a dla osób w wieku 50+ to prawdziwa katastrofa. Czy jednak rynek pracy jest w naszym kraju w katastrofalnym stanie? Nie! Po prostu osoby starające się o pracę niekoniecznie chcą faktycznie jej się podejmować.

Na koniec jeszcze dwa przykłady z mojej pracy:
1) Dziewczyna umówiona na dzień próbny nie pojawia się i nie odbiera telefonu. Zaskoczona oddzwania kilka godzin później i zaspanym głosem mówi, że jednak nie przyjdzie. 
2) CV otrzymane od jednej z dziewczyn wygląda w ten sposób: dwa zdjęcia, z tego jedno "z ręki na fejsika" a drugie jak do ogłoszenia o płatnym seksie. Zajmują one pół strony, poniżej kilka informacji z błędami ortograficznymi, stylistycznymi i interpunkcyjnymi.

Praca jest, ale osób które się do niej nie nadają lub które się zupełnie nie przygotowały jest jeszcze więcej. A szkoda.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Minimalna krajowa w górę

Kolejny rok za nami. Jak by nie było, w mojej ocenie pełen sukcesów zarówno gospodarczych naszego kraju jak i osobistych.

Z tego miejsca chciałbym też złożyć wszystkim czytelnikom życzenia, by rok 2013 był dużo lepszy od 2012, jednak dużo gorszy od 2014. Wszystkiego najlepszego!

Jednak nowy rok przynosi smutną wiadomość dla wielu pracodawców i teoretycznie dobrą, dla wielu pracowników. Minimalna pensja krajowa została podniesiona o 100 złotych brutto. Jest to obecnie 1600 złotych brutto, czyli 1183,38 netto. W zeszłym roku było to 1111,86zł netto czyli 1500 złotych brutto.

Co ciekawe, reprezentanci pracowników postulowali o to, by pensję minimalną podnieść do 1625 zł brutto (NSZZ Solidarność) lub nawet 1676 zł brutto (OPZZ). W tym roku pensja wzrosła o 6,7%, związkowcy chcieli wzrostu nawet o 11,73%! Taki wzrost zarobków w skali roku?!

Z punktu widzenia ekonomisty, widzę same wady podnoszenia minimalnej pensji. Po pierwsze, w mojej ocenie nie powinno być jej w ogóle, bowiem z założenia powinniśmy mieć gospodarkę rynkową. Po drugie, coraz większa ilość osób będzie uciekała do szarej strefy, otrzymując wynagrodzenia "do ręki" - w mojej firmie takich klientów jest całe mnóstwo (przykład: klient zarabiający 3000-4000 lecz mający na umowie minimalną krajową). Po trzecie w końcu, pracodawcom będzie się mniej opłacało zatrudniać pracowników, ze względu na kosztu. Im bowiem obciążenia wzrosły kwotowo o wiele bardziej. No i po czwartek, wszystko powyższe powinno ceteris paribus spowodować wzrost bezrobocia. A jeszcze jako piąty punkt może się pojawić wzrost inflacji (również ceteris paribus).

I choć związkowcy mówią, że działają na korzyść pracowników, to zdecydowanie nie wierzę w te słowa. 70 złotych więcej miesięcznie to fajna sprawa, ale droga nie prowadzi tędy. Po raz kolejny dochodzę do wniosku, że związki zawodowe o wiele mocniej szkodzą gospodarce niż działają na jej korzyść. Nawet uwzględniając korzyści społeczne.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Kariera freelancera

Ostatnio podczas rozmowy z moim bardzo dobrym przyjacielem prowadzącym blog Exploring Balkans zastanawialiśmy się, ile potrzeba pieniędzy na swobodne życie w tej części Europy. Po kilku piwach i kilku godzinach rozmowy (no, nie tylko o tym) doszliśmy do wniosku, że w sumie wystarczyłoby około 400 euro miesięcznie - na mieszkanie, wyżywienie i rozrywkę. Oczywiście bez przesady, ale na jako takim poziomie. Mniej więcej 1500 złotych.

Z drugiej strony zacząłem się zastanawiać, co za takie pieniądze można mieć w Polsce. Teoretycznie można wynająć za 500 złotych kawalerkę w małej miejscowości (stan bardzo średni) i za tysiaka żyć sobie na jako takim poziomie. Oczywiście, jeśli się nie ma nikogo na utrzymaniu.

Jednak wróćmy do tematu: kariera freelancera- czy można to pogodzić z życiem za granicą? Moim zdaniem jak najbardziej. Choć jak wyczytałem ostatnio w artykule: "Nie ma frajera nad freelancera" problemy z płatnościami w tego typu działalności są bardzo powszechne, to jednak da się z tego wyżyć. Dla kogo więc jest to ciekawa okazja?

- Dziennikarze
- Profesjonalni bloggerzy
- Graficy
- Webmasterzy
- Copywirterzy
- Pisarze
- Osoby pokazujące co nieco przed kamerkami internetowymi (jakby nie było to też freelancerzy)

Wszystkie te zawody, a pewnie i jeszcze kilka innych mogą pracować niezależnie od miejsca swojego zamieszkania. Jeśli teoretycznie byłbym grafikiem (choć jeśli namaluję kunę i pingwina to wyglądają one identycznie) to wystarczyło by mi kilka małych zleceń w miesiącu (po kilkaset złotych) by swobodnie móc mieszkać za granicą. Jeśli byłbym dziennikarzem - kilka dobrych artykułów. Jeśli byłbym pisarzem - jedna książka na kilka-kilkadziesiąt miesięcy.

Oczywiście pozostaje do rozwiązania problem podpisywania dokumentów czy rozliczania się z podatków. Całe szczęście możemy to załatwić pełnomocnictwem dla zaufanej osoby lub rozliczaniem prac w zamian za waluty wirtualne oparte o złoto (czego zupełnie nie popieram choć jeden z moich znajomych jest bardzo zadowolony z tego rozwiązania).

Choć plusów takiej pracy może być dużo to równie dużo może być minusów. Zwłaszcza, jeśli zdecydujemy się na pracę zza granicy. Jednak obecnie zarówno globalny rynek jak i poszczególne rynki regionalne rozwijają się wystarczająco szybko, by nieźli freelancerzy zarabiali lepiej niż na etacie. W moim przypadku jest to póki co w miarę niewielka część dochodów jednak mam nadzieję, że w przyszłości tak zwane fuchy będą całkiem solidnym uzupełnieniem dochodów a być może w przyszłości całkiem zniosą konieczność wiązania się z jakimkolwiek etatem.

piątek, 27 lipca 2012

Firma wirtualna? TAK!

Nie wiem czy znacie pojęcie firmy wirtualnej. Nie chodzi tu o żadne ściemy i afery (na przykład związane z Amber Gold ;) ). Firma wirtualna to jak można znaleźć na wikipedii:

Wirtualna firma (ang. virtual company) – firma lub instytucja wykorzystująca komputery i techniki telekomunikacyjne zarówno w relacjach ze swoimi pracownikami, jak i z klientami. Skrajnym przykładem wirtualnej firmy może być taka instytucja, która dysponuje jedynie prawnie określoną siedzibą i minimalnym zestawem technicznych urządzeń zapewniających jej funkcjonowanie (np. skrzynka pocztowa i automatyczna sekretarka).

Muszę wam powiedzieć, że jest to bardzo dobre rozwiązanie. Wirtualna firma skupia się nie na tak zwanych dupogodzinach lecz na maksymalizacji efektywności. Przykładowo: jeśli miałbym miesięczny cel sprzedaży na poziomie 100 000 zł to jeśli osiągnę to w 1h czy w 160h - nie ma znaczenia. Liczy się efekt. Przy pracy na etacie mimo, że układasz węża ze spinaczy do papieru to i tak musisz siedzieć w biurze. Mam szczęście pracować w ten sposób i jestem niesamowicie zadowolony. Znam również kilka osób w ten sam sposób pracujących - i również nie słyszałem narzekań. Polecam.

Źródło: ksiazka.net.pl
Ale dlaczego akurat dziś poruszam ten temat? Z powodu artykułu, który przed chwilą przeczytałem. Chodzi o artykuł z "Dużego formatu" pod tytułem: Mam gdzie myśli rozbujać. Polecam przeczytanie. Swoją drogą imponujące, jak pięknie rozwinęła się ta firma. Mimo, iż osobiście raczej nie czytam literatury tylko książki fachowe to jako pomysł na biznes jest ok. A wykonanie? Wyśmienite! Mało która firma ma okazję powstać w ten sposób i stać się prawdziwą wirtualną firmą.

Swoją drogą można tam dostrzec bardzo wyraźne wątki geoarbitrażu - praca z tańszego miejsca, takiego, gdzie chce się przebywać. Do tego oczywiście podróże, niezależność finansowa i przyjemność z życia. Bardzo gorąco polecam ten artykuł. Nawet o Albanii wzmianka się pojawia.

poniedziałek, 26 marca 2012

Tanie mieszkanie. Dosłownie.

Dopiero pisałem o tanim nocowaniu w kraju i tanim nocowaniu za granicą. Dziś jeszcze pociągnę ten temat i zajmę się tanim mieszkaniem. Tanim mieszkaniem w sensie dosłownym - chodzi o fizyczne posiadanie taniego mieszkania. Co więcej, dziś będzie o małych mieszkaniach. Mam nadzieję, że ciekawie. Musze przyznać, że pisanie dzisiejszego posta sprawiło mi niesamowicie dużą zabawę.

Tanie mieszkanie to mieszkanie niedrogie w utrzymaniu i mało kosztowne w zakupie. Bardzo ciekawie postąpił mieszkający we Wrocławiu Szymon Hanczar - w byłym zakładzie rzemieślniczym, na powierzchni 13 metrów kwadratowych stworzył całe, funkcjonalne mieszkanie. Na antresoli znajduje się łóżko dwuosobowe, spokojnie wejdzie też i trzecia osoba. Na dole "duży" - jak na warunki tego mieszkania - salon, aneks kuchenny i łazienka. Nawet znalazło się miejsce na pralkę. Co prawda w szafie - ale jest.W mieszkaniu podobno została nawet zorganizowana impreza - dla 16 osób!

Co ciekawe, podobny pomysł kiedyś znalazłem w połączeniu z technologią klocków lego. Lego-style apartment to mieszkanie w Barcelonie, gdzie na dwudziestu dwóch metrach kwadratowych zmieściło się to samo, co na wrocławskich trzynastu. No, tylko wystrój nieco inny. Wychodzi na to, że  na małej powierzchni można całkiem przyzwoicie przygotować małe mieszkanie. Poniższy film pokazuje dokładnie, w jaki sposób żyje się w tak małym mieszkaniu i ile frajdy (na początku) i pewnie nerwów (po jakimś czasie) może powodować własny mały kącik:


Pomysł małych mieszkań dla studentów podchwyciła firma z Wrocławia. W dawnym hotelu asystenta ma zostać stworzone 170 mieszkań o powierzchni kilkunastu metrów. Więcej informacji znajdziecie tu. Sam pomysł w mojej ocenie jest genialny. Koszt takiego mieszkania to mniej niż 100 000zł, czynsz z opłatami to pewnie około 100zł miesięcznie. Jeśli miałbym tylko na kilka miesięcy przyjechać do Wrocławia - chętnie bym z czegoś takiego skorzystał. Podobnie, w przypadku osób bardzo zapracowanych lub spędzających w takim mieszkaniu tylko kilka dni w miesiącu. Okazuje się to tańszym rozwiązaniem niż hotel czy nawet hostel - kosztujący we Wrocławiu jak pisałem ostatnio około 70 złotych za noc. Załóżmy, że wynajem takiego mieszkanka to 500zł za miesiąc + 100zł za opłaty. Przy parze mieszkającej w takim mieszkaniu tylko w weekendy (2 noclegi) koszt dobowy wychodzi 37,5zł. Na pewno taniej niż w hostelu. Sam zakup takiego mieszkanka i wynajmowanie go na doby po 70zł mogłoby być zyskowne już przy obłożeniu powyżej 30% dni w miesiącu. Wyśmienity pomysł w mojej ocenie.

Zupełnie innym przykładem, lecz nie mniej ciekawym jest Single Hauz. Jest to co prawda jedynie pomysł koncepcyjny, ale podobno pojawiają się już pierwsze budowy. No ale do rzeczy. Sam domek wygląda tak:

Źródło: Front Architects


Fajny domek, prawda? No i przypomina billboard, których pełno przy naszych drogach. i właśnie na nich wzorowali się twórcy. W środku jest 50 metrów kwadratowych, a sam domek można zbudować wszędzie. Na wodzie, w górach, na łące czy w środku miasta. Wizualizacje stworzone przez pracownię obejmują wiele szalonych lokalizacji. Nie mniej pomysł również jest niesamowicie ciekawy - postawienie takiego domku na środku jeziora dawałoby niesamowite odczucia każdego poranka.

Dzisiejszy post nie był bezpośrednio związany z tematem geoarbitrażu. Chociaż gdyby się głębiej zastanowić - nie wiem czy nie byłoby logicznym zaproponowanie takich rozwiązań w Warszawie. Kawalerka za 100 000zł lub 600zł miesięcznie w Warszawie byłaby pewnie ciekawym rozwiązaniem dla wielu studentów czy osób pracujących w stolicy a mieszkających poza nią. Wtedy 4 noclegi w małym mieszkanku w centrum Warszawy i 3 w podmiejskim domu z wielkim ogrodem. No albo malutka kawalerka jako mieszkanie zapasowe dla pracownika dużej korporacji, nie mającego dużo czasu na powrót do domu podczas ważnych negocjacji z klientami. Możliwości jest wiele, w wszystkie pomysły jak dla mnie łączy jedno: są genialne jako tymczasowe rozwiązanie. Łatwiej przecież i często wygodniej byłoby wynająć takie mieszkanko zamiast pokoju w mieszkaniu studenckim.

Polecam obserwowanie tego trendu, bo wydaje się coraz silniejszy i coraz ciekawszy. W końcu nawet deweloperzy starają się upchnąć coraz więcej pokoi w malutkich mieszkankach.

czwartek, 8 marca 2012

Cena życia w Warszawie

To, że wszyscy mówią, że w Warszawie jest drogo to prawda. Przez 4 lata mieszkałem w Warszawie i przywykłem wtedy do tamtejszych cen. Obecnie od ponad 2 lat nie mieszkam w stolicy, ale ze względów zawodowych bardzo często tu bywam. I zdecydowanie zauważam, że to do czego kiedyś byłem przyzwyczajony - teraz zaczyna mi przeszkadzać. Ceny w zwykłych sklepach są wysokie. Rzeczy podstawowe, jak mleko czy cokolwiek kupuje się na śniadanie są drogie zwłaszcza w miejscach, gdzie jest duże natężenie ruchu osób wracających z pracy. W centrum czy na Mokotowie - ceny są wysokie. Jeszcze w czasie gdy mieszkałem na Mokotowie - co jakiś czas robiliśmy duże zakupy w sklepie internetowym i wychodziło nas taniej niż w sklepie osiedlowym - no i jeszcze wszystko do domu przynieśli.


Źródło: oda.info.pl

Jeśli chodzi o restauracje - tu jest różnie. Są drogie restauracje, owszem. Przeciętnie ceny są wyższe niż w innych miastach w których bywam. Ale można spokojnie znaleźć restauracje o cenach "normalnych" - gdzie za obiad zapłacisz porównywalnie z innymi, mniejszymi miejscowościami - i dobrej jakości. Warto tu wspomnieć chociażby restaurację w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Bardzo zdziwiłem się zaś niedawno, kiedy zamawiałem danie z kebaba na wynos. Surówka, frytki no i oczywiście mięcho - koszt 26 złotych przy Alei Jana Pawła II. Dokładnie identyczny zestaw zamawiam czasem w Krakowie - koszt tam to 13 złotych. Czyli w Warszawie płacę 100% więcej! No niby racja - lokalizacja, ale niesmak pozostaje.

Dużym problemem w warszawskich sklepach i restauracjach - przynajmniej w mojej ocenie - jest duża polaryzacja w ich obciążeniu. Bardzo często zdarza się, że kolejki są tak duże, że wszystkiego się odechciewa. Zwłaszcza w klubach, pubach i restauracjach w okolicach weekendu, sklepach po południu czy spożywczakach w centrum w godzinach pracy. Innym zaś razem te same miejsca są tak puste, że strach wchodzić. Idealnie działa tutaj określenie godzin szczytu i dlatego wiele miejsc wprowadza "happy hours" by pozyskać klientów w innych godzinach.

Żródło: mojaszuflada.blox.pl

O cenach mieszkań w ogóle ciężko rozmawiać, o ile dla osób i rodzin od wielu lat pracujących i zarabiających w Warszawie ceny wydają się normalne, to w porównaniu z innymi miastami często powalają. Kawalerkę wynajmuje się często w stolicy za 1500zł + opłaty, w Łodzi w okolicach centrum można znaleźć oferty za 500 złotych. Nawet mam znajomych którzy w Krakowie, 10 minut od rynku wynajmują kawalerkę w cenie 500 zł + opłaty. Koszty zakupu mieszkań są w Warszawie blisko 2x wyższe niż w Łodzi czy Katowicach, kilkadziesiąt procent wyższe niż w innych miastach. To, że zarobki również są tu wyższe to fakt. Ale wizyta czy przeprowadzka do Warszawy może początkowo wywołać szok zwłaszcza dla osób z mniejszych miejscowości.

Koszty komunikacji miejskiej są również wysokie - bilet jednorazowy normalny kosztuje 3,60zł. Do tego koszty parkowania. Nie dziwne, że dużo korzystniejsze jest wykupienie biletu okresowego, ale przy jednorazowym przejeździe i za benzynę może wyjść mniej niż za bilet. Do tego po Warszawie jeździ niesamowicie dużo samochodów służbowych - zdecydowanie bardziej rzuca się to w oczy. Konkretne marki często się powtarzają, auta są klasy średniej lub wyższej i najczęściej z oznaczeniami firm albo przedsiębiorstw obsługujących floty.

Ze wszystkich powyższych względów następuje proces geoarbitrażu - o którym kiedyś już pisałem. Coraz częściej ludzie przeprowadzają się pod Warszawę lub gdzieś dalej - ale wzdłuż linii kolejowej. W ten sposób w cenie dwupokojowego mieszkania na Mokotowie mają 2-3 razy większy dom pod Warszawą, a czas dojazdu i tak zajmuje tyle samo. Tylko nie samochodem a kolejką miejską. Taki proces ma trwać i w najbliższych latach z Warszawy ma wyprowadzić się co najmniej ćwierć miliona osób. Myślę, że ich miejsca szybko jednak zostaną zastąpione przez młodych ludzi przyjeżdżających do Warszawy na studia czy w poszukiwaniu lepszej pracy. Warto obserwować co się dzieje z tym miastem, daje to bowiem bardzo ciekawy obraz zmian w naszej kulturze i gospodarce. No i przede wszystkim daje szansę na znalezienie kolejnych pomysłów jak żyć taniej i lepiej.

niedziela, 26 lutego 2012

Oko w oko z geoarbitrażem

Dziś rano wstając, niestety jak co dzień otworzyłem netbooka. Tam oczywiście przeglądarka no i jako jedna z pierwszych stron - portal gazeta.pl. Nawet nie wiecie jak wielkie było moje zdziwienie, gdy na pierwszej stronie, w głównym boksie pojawia się artykuł pod tytułem: "Trzy domy na dwóch kontynentach. Żyje na walizkach"


Artykuł to rozmowa dziennikarki z dziewczyną, która idealnie wskoczyła w zasady geoarbitrażu. W wakacje pracuje jako przewodnik w Norwegii a resztę czasu dzieli między Polskę i Amerykę Południową. U nas w kraju szuka chętnych do zwiedzania ciekawych miejsc w Brazylii, Peru czy Argentynie - dzięki czemu jest w stanie minimalnym kosztem (jak sama przyznaje - jeszcze czasem niestety do tego dokłada) spędzić mnóstwo czasu w miejscu, w którym się zakochała. Nie ma sensu, bym streszczał cały artykuł, ponieważ możecie go przeczytać tu a samą stronę medialuna.org należącą do Justyny też najlepiej obejrzeć samemu - polecam. Wszystko zgodnie z zasadami  geoarbitrażu które kiedyś opisałem na tej stronie.

Jak by nie było, bardzo podoba mi się ten pomysł. Zarabianie w jednym z najbogatszych krajów na świecie a wydawanie w tych raczej tańszych - nie dziwne, że pieniądze zarobione w wakacje pozwalają na życie przez pozostałą część po minimalnych kosztach. Dodatkowo wspaniałym pomysłem było zorganizowanie biznesu wokół tego, co się kocha. O ile dobrze interpretuję słowa Justyny - jeździłaby ona do Ameryki Południowej pewnie i tak. No ale wpadła pomysł na to, jak przy okazji obniżyć koszt łamane przez dorobić. Dokładnie o tym pisałem też kilka dni temu opisując, jak to pieniądze leżą na ulicy i trzeba się tylko schylić by dorobić kilka złotych. Nie zdziwiłbym się, gdyby zarabiała ona również na inne sposoby, chociażby przywożąc jakieś pamiątki i sprzedając je na znanym wszystkim portalu aukcyjnym, pisząc artykuły do pism podróżniczych czy wreszcie - sprzedając zdjęcia (w końcu robi to też w Polsce na zlecenie).

Podsumowując - bardzo ciekawy artykuł jakich niestety u nas mało, bardzo ciekawa strona "bardzo niezależnego biura podróży" oraz bardzo ciekawy przykład na to, że się da. Medialuna ląduje w linkach poleconych a wam życzę tyle szczęścia i odwagi do takich przygód jak te Justyny.

piątek, 24 lutego 2012

Pracuj połowę czasu

Obejrzałem wypowiedź Wojciecha Cejrowskiego na temat "ustawień fabrycznych człowieka". Cały ten fragment dotyczy tego, że współcześnie pracujemy o wiele więcej niż w czasach, kiedy nie było rządu, nie było pokus współczesnego świata takich jak komputery, psp, telewizory i wszystko inne. Poniżej do obejrzenia ten film:





Film ten wpisuje się w wydaje mi się, że coraz popularniejszy trend pracy tylko na siebie bez zbędnych rzeczy. Do tego oczywiście podróżowanie, poznawanie nowych ludzi, zwiedzanie innych miejsc i kultur. To, o czym mówi Cejrowski jest raczej skrajne - powrót do afrykańskiej wioski lub dżungli dla większości osób jest raczej zbyt mocnym wyzwaniem. Można za to zmienić swój tryb życia i pracować mniej nawet w kraju takim jak nasz. 

Proponuję przeczytanie książki Tima Ferrisa pod tytułem "4-godzinny tydzień pracy". O samej książce napiszę trochę później, jednak to co najważniejsze: pracuj efektywniej, dzięki czemu będziesz mógł pracować mniej. Oczywiście działa tu zasada Pareto: 20% czasu pracy odpowiada za 80% wyników a pozostałe 80% czasu pracy odpowiada za pozostałe 20% wyników. Nie chodzi więc o to, by pracować długo lecz o to, by pracować skutecznie. I najlepiej tylko na siebie. Bynajmniej nie zachęcam tutaj do niepłacenia podatków, jednak polecam zastanowienie się, czy wszystkie miesięcznie ponoszone wydatki są konieczne. Czy na pewno korzystam z wszystkich pakietów usług w telefonie? Czy na pewno oglądam telewizję i koniecznie muszę mieć najlepszy pakiet sieci kablowej lub cyfrowej? Wiele takich błahych pytań daje jednak szansę na obniżenie kosztów życia - a przez to do zmniejszenia ilości "dupogodzin" w pracy lub zwiększenia ilości oszczędności. A obie te drogi prowadzą nas do różnie rozumianej wolności.

piątek, 2 grudnia 2011

Wolontariat Europejski

Wolontariat Europejski to ciekawa propozycja dla osób które chciałyby spróbować relokacji po maksymalnie niskich kosztach ale jeszcze coś je trzyma w Polsce. Dzięki tego typu programom można pojechać na okres do 9 miesięcy za granicę. Moi znajomi przebywają obecnie na tego typu programie na Bałkanach. Otrzymują 150 Euro miesięcznie oraz darmowy nocleg (w jednym przypadku to pokój w domu na obrzeżach stolicy a w innym pokój w samym centrum jednak o nieco gorszych warunkach). Celem programu jest poznawanie kultury kraju który się zwiedza i działanie na korzyść lokalnej społeczności: praca z dziećmi, organizowanie imprez, przygotowywanie po angielsku i w językach narodowych pism czy przygotowywanie artykułów i zdjęć z określonych miejsc. Wymagania są raczej niewielkie - należy złożyć wniosek i mieć mniej niż 30 lat. Obecnie można wyjechać na więcej niż jeden wyjazd, ale łącznie czas ich trwania nie może przekroczyć 9 miesięcy.

Na przykładzie moich znajomych mogę powiedzieć, że są oni bardzo zadowoleni z udziału w tych programach. Można bardzo tanio poznać kulturę i klimat innych państw a 150 Euro na Bałkanach wystarcza do przeżycia i nie głodowania. Jeśli ma się jeszcze jakiś dochód pasywny z Polski - można w dość prosty i tani sposób przeżyć kilka miesięcy w dobrych warunkach za bardzo małe pieniądze a jednocześnie pozwiedzać. Obecnie programy są dostępne w krajach Unii Europejskiej oraz Turcji, Chorwacji, Islandii, Liechtensteinu, Norwegii oraz Szwajcarii. Ponadto program z którego korzystają moi znajomi umożliwia wyjazd do innych państw. Program "młodzież w działaniu" obejmuje następujące państwa:

Europa Południowo-Wschodnia: Albania, Bośnia i Hercegowina, Kosowo, Czarnogóra, Serbia, Macedonia;
Europa Wschodnia oraz Kaukaz: Armenia, Azerbejdżan, Białoruś, Federacja Rosyjska, Gruzja, Mołdawia, Ukraina 
Inne kraje basenu Morza Śródziemnego: Algiera, Autonomia Palestyńska Zachodniego Brzegu Jordanu i Strefy Gazy, Egipt, Izrael, Jordania, Liban, Maroko, Syria, Tunezja

Wybór miejsc jest więc bardzo duży. Korzystając z tego rodzaju programów można więc spędzić kilka miesięcy pracując po 25 godzin tygodniowo w rajskich warunkach - w końcu nad morze Śródziemne jeździ się z wycieczkami i ten koszt jest dużo wyższy niż kilka godzin pracy dziennie za mieszkanie i wyżywienie. Oczywiście są programy gdzie pracować trzeba więcej ale są i takie, gdzie przez cały czas nie robi się praktycznie nic... Także polecam odwiedzenie strony mlodziez.org.pl gdzie wszystkie informacje opisane są w pełniejszym zakresie.