niedziela, 15 lipca 2012

Wypłata z Textmarket i podsumowanie miesiąca.

Jak co miesiąc w okolicy 15 staram się opublikować podsumowanie ostatniego miesiąca mojego zarabiania za pośrednictwem serwisu Textmarket. Na początek zacznijmy jednak od dobrej informacji: Textmarket płaci! :) Jak pisałem w poście pod tytułem "Dodatkowe 899,61zł w ciągu miesiąca? Żaden problem!" zleciłem pierwszą wypłatę. Jako, że na moim koncie zebrała się kwota 1230zł to po odliczeniu 23% VAT przesłałem firmie rachunek na kwotę 1000zł i taka kwota powinna wpłynąć na moje konto po 14 dniach.

Niestety płatność opóźniła się o kilku dniach, jednak po wysłaniu w maila z przypomnieniem o braku płatności z ich strony oraz o tym, że powinni w takim razie naliczyć mi odsetki ustawowe -następnego dnia dostałem maila od Pani Magdy, że za chwilę będzie wszystko wyjaśniać. Po kolejnych kilku godzinach otrzymałem informację, że przelew został wykonany i następnego dnia pieniądze znalazły się na moim koncie w mBanku. Oto dowód:


Pozostało jedynie rozliczenie się z Urzędem Skarbowym. Zarabianie z Textmarket staje się więc jak najbardziej realne i mogę je polecić osobom, które mają wolną chwilę.

No a teraz podsumowanie minionego miesiąca. Niestety był on niesamowicie leniwy i to nie tylko ze względu na pogodę. Praktycznie nie dodawałem nowych tekstów co widać po zarobkach, nie realizowałem również żadnych zleceń - poza jednym dosłownie "rzutem na taśmę" przed napisaniem tego posta. W efekcie w minionym miesiącu sprzedałem 34 artykuły które zostały wprowadzone przeze mnie wcześniej i wykonałem jedno zlecenie na 5000 znaków.

Stan mojego konta w serwisie Textmarket wynosił 15,21zł miesiąc temu. Aktualnie po uwzględnieniu zapłaty za artykuł na zlecenie wzrośnie do 266,48zł co da mi zarobek w ostatnim miesiącu na poziomie 251,27zł. Całkiem nieźle jak na tak leniwy miesiąc. Wszystkie artykuły i tak wisiały na stronie - fajnie, że znalazły nabywców. Do sprzedaży mam jeszcze w systemie 84 niesprzedane artykuły, ale będzie trzeba w końcu wziąć się do roboty i nadrobić utracone przez lenistwo pieniądze. A z osób poleconych wpadło dodatkowo 0,17zł . W kolejnym sprawozdaniu musi się znaleźć kwota co najmniej 500 złotych zarobionych przez pisanie!

sobota, 14 lipca 2012

Mbank szachuje Alior Bank


Nie minęło sporo czasu a mile zaskoczył mnie telefon od pracownika firmy obsługującej mBank. Co prawda nie był on zbyt kompetentny i nie posiadał wiedzy którą powinien posiadać (na przykład nie rozróżniał oprocentowania nominalnego od rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania) jednak zaproponował mi kredyt gotówkowy. Nie potrzebuję pieniędzy, jednak oferta mnie zainteresowała.

Jak dobrze wiecie z wpisu w którym opisywałem kredyt konsolidacyjny w Alior Banku dotychczasowa moja umowa zawiera oprocentowanie w wysokości 15,5% w skali roku. Do tego zero opłat, brak ubezpieczenia, żadnych kosztów dodatkowych. Telefon od pracownika firmy obsługującej mBank wiązał się z nieco lepszą propozycją. Otóż zaproponowano mi kredyt gotówkowy oprocentowany na 15,1% w skali roku i również zero opłat, prowizji i kosztów ubezpieczenia.

Moja oszczędność z przeniesienia kredytu do mBanku wyniosłaby, jak szybko obliczyłem, jakieś 66zł w skali roku. Kilka złotych miesięcznie. Niewiele i właściwie nie ma sensu przenoszenie kredytu tylko po to, by zaoszczędzić piwo miesięcznie. Zwłaszcza, że znów będę musiał namęczyć się z wcześniejszą spłatą kredytu w Alior Banku. Jednak prawdopodobnie zdecyduję się na to rozwiązanie z innego powodu – mBank jest moim głównym kontem i wcześniejsza spłata kredytu nie wymaga bezsensownej papierologii. Daje to bardzo dużą przewagę mBanku nad Alior Bankiem.

Od razu po rozmowie telefonicznej z pracownikiem firmy zewnętrznej obsługującej mBank (dowiedziałem się o tym z umowy kredytowej) dostałem maila z potwierdzeniem tych informacji i po kilku godzinach umowa została mi udostępniona w systemie transakcyjnym mBanku. Po drodze miałem jeszcze jeden telefon od pracownicy mBanku – by zweryfikować błędnie wprowadzony numer dowodu (wina pracownika wprowadzającego dane). W chwili obecnej tylko jedno kliknięcie w systemie dzieli mnie od uruchomienia tej gotówki. Na ostateczną decyzję mam 7 dni.

Zobaczymy, czy Alior Bank zaproponuje mi obniżenie oprocentowania bym został z kredytem w ich banku. Prawdopodobnie szeregowy pracownik nie będzie mógł zbyt wiele zrobić, jednak być może mail do dyrektora oddziału w czymś pomoże. Zobaczymy, co się będzie działo w najbliższych kilku dniach.

piątek, 13 lipca 2012

Do Alior Banku zawsze chodzisz 3 razy.

Jak pisałem jakiś czas temu – zdecydowałem się na konsolidację kredytów. Posiadałem do tej pory dwa kredyty gotówkowe w mBanku oraz w BZ WBK. Oba kredyty gotówkowe zamieniłem na jeden kredyt w Alior Banku. Podstawową przesłanką było zmniejszenie oprocentowania. Do tej pory BZ WBK utrzymywał dla mnie oprocentowanie w wysokości 16,99% a mBank niedawno podniósł oprocentowanie do 20,1%. W Alior Banku otrzymałem ofertę na poziomie 15,5% bez żadnej prowizji i bez dodatkowych opłat. Korzystnie.

Niestety obniżenie oprocentowania kosztowało mnie aż 3 wizyty w Alior Banku. Pierwsza rozmowa to omówienie warunków i wstępna propozycja najkorzystniejszego rozwiązania. Nie miałem jeszcze zaświadczenia o zarobkach, a kwota powyżej 10 000zł wymaga dostarczenia go. Druga moja wizyta to już normalne złożenie dokumentów i od razu podpisanie umowy. Po weryfikacji umowa ta jest umową kredytową i pieniądze są od razu uruchamiane. Niestety wiąże się to z koniecznością dostarczenia umów z poprzednich kredytów – co  uczyniłem. Do tego podpisanie całej masy dokumentów – koszmar.

Po mniej więcej dwóch dniach otrzymałem telefon od Pani Moniki, która mnie obsługiwała, o decyzji odmownej wydanej przez analityka. Z dwóch przyczyn. Po pierwsze na jednej z umów nie było moich podpisów. Żeby było śmieszniej, na tej umowie, chodzi o mBank, nie było miejsca na moje podpisy bo umowa była zawierana elektronicznie! Drugi powód odrzucenia wniosku to brak umowy o kredyt studencki sprzed jakichś 7 lat (kredyt spłacam, byłem poinformowany o braku konieczności dostarczenia dokumentów z nim związanych).

Po znalezieniu umowy o kredyt studencki wybrałem się z trzecią wizytą do Alior Banku by kolejny raz podpisać umowę (znów cała masa papierów) i po dwóch dniach otrzymać informację o tym, że pieniądze zostały już przekazane na moje rachunki bankowe. Bardzo dużo zachodu i co najmniej kilka godzin zmarnowanych – jednak oszczędność kilkudziesięciu złotych miesięcznie była nie do pogardzenia.

Alior Bank dostał u mnie jeszcze jednego, bardzo dużego minusa. Wcześniejsza spłata części kredytu wiąże się z koniecznością przelania pieniędzy na rachunek kredytu, osobistego dostarczenia do banku specjalnego druku z deklaracja wcześniejszej spłaty części kapitału oraz przesłania nam pisemnego harmonogramu z najbliższymi 12 ratami. Totalnie bez sensu. W mBanku wystarczy przelanie kwoty i z rachunku i po sprawie.

Podsumowując: duży plus za obniżenie oprocentowania, duży minus za zmarnowaną sporą ilość czasu i jeszcze większy za kombinacje związane ze wcześniejszą spłatą kredytu. Mimo wszystko jestem zadowolony – zawsze trochę pieniędzy zostanie w kieszeni.

P.S. Kredyt odnawialny w Alior Banku również udało się załatwić dopiero za trzecią wizytą...

środa, 11 lipca 2012

Z VATem czy bez VATu?

Sytuacja taka powtarza mi się co jakiś czas. Gdy zepsuje mi się samochód, potrzebuję coś naprawić czy kupić często mam nieprzyjemność prowadzić taki dialog:

- Ile płacę?
- 50zł
- Ok, proszę. Poproszę również fakturę, tu są dane.
- A, jak z fakturą to jeszcze do tego VAT!

Taka sytuacja zakrawa o wyłudzenie pieniędzy, a już na pewno jest to próba uniknięcia opodatkowania, co mi się jak najbardziej nie podoba. Oczywiście rozumiem, że dużo osób ma "swojego" mechanika który daje fakturę na części a robociznę robi na lewo i z taką sytuacją walczyć jest bardzo trudno. Jednak (nie jestem z Urzędu Skarbowego) jeśli przychodzę jako klient "z ulicy" i właściciel takiego zakładu "proponuje" mi dopłacenie podatku VAT do faktury - zdecydowanie zmieniam swoje podejście do takiej osoby.

Po pierwsze mając fakturę lub rachunek możemy reklamować usługę, jeśli okazała się wykonana nieprawidłowo. Jeśli na przykład mechanik źle naprawi nam samochód i spowoduje to większe uszkodzenia - bez faktury nic nie zdziałamy i możemy co najwyżej nasłać na taką osobę kontrolę skarbową. Po drugie, jeśli cena została ustalona na 50zł to o ile mi wiadomo cena powinna być kwotą brutto (chyba, że sprzedawca zaznaczy, że jest to kwota netto). W takim wypadku w 50zł powinien zawierać się już podatek.

Policzmy sobie, jak wygląda przychód przykładowego mechanika:
- 50zł bez podatku - 50zł do kieszeni
- 50zł + VAT = 50zł do kieszeni +  11,5 VAT, cena dla klienta 61,5zł
- 50zł z VAT = 40,65zł do kieszeni i 9,35zł VAT, cena dla klienta 50zł

Niby w każdym wariancie płacimy 50zł, ale czy jest to bez VAT czy z VAT sprawia, że jest to zdecydowana różnica w cenie i przychodzie takiej osoby. Na szczęście można w prosty sposób kontynuować tą rozmowę:

- Podał mi Pan cenę 50zł, dlaczego więc Pan ją podnosi? Nie powinno się tak robić.
- Faktycznie, nie powinno. Przepraszam
(powyższe dwie wypowiedzi to faktyczna, dzisiejsza rozmowa)

Ale przykładowy mechanik może odmówić obniżenia ceny, wtedy oczywiście możemy się kłócić mówiąc na przykład:

- Dlaczego podał mi Pan cenę 50zł a żąda Pan ode mnie wyższej kwoty? Nie zaznaczył Pan, że kwota za usługę jest kwotą netto w związku z czym jest ona kwotą brutto i taką kwotę mogę zapłacić. Tu są dane do faktury.
- Musi Pan zapłacić 61,5zł
- Rozumiem, że chciał Pan uniknąć zapłaty podatku od świadczonej usługi? W związku z powyższym zmuszony jestem poinformować o Pana działalności Urząd Kontroli Skarbowej.

Na szczęście nie musiałem jeszcze nigdy informować UKS bo przeważnie idzie się dogadać z takim mechanikiem. Możecie mieć mnie za chama lub buraka, bo chcę płacić VAT. Ale jeśli przykładowy mechanik pracuje 30 minut, bierze 50zł i woła ode mnie dodatkowe pieniądze za VAT - to mnie krew zalewa. I nie chodzi o o tych kilka złotych ale o chamstwo i bezczelność z jaką podchodzi się do mnie jako klienta. W przypadku pierwszej lepszej kontroli taki warsztat dostaje karę, a dlaczego akurat ja nie mógłbym być z UKS?

Z tego co zauważyłem to nie ma tego problemu na nieco większych stacjach, które i tak mają wszystko księgowane. Najgorzej jest w przydomowych czy rodzinnych firmach w małych miejscowościach.

Ale, żeby mechanicy nie czuli się pokrzywdzeni, paragon lub fakturę (w zależności czy koszt jest prywatny czy firmowy) biorę zawsze. W pizzerii -  usługi gastronomiczne to kolejny drugi problem z podatkami, jednak tu nie ma problemu z podnoszeniem ceny ale z niewystawianiem rachunków - wystarczy się grzecznie upomnieć, a obsługa przeprosi i przyniesie paragon. W innych miejscach problemów tego typu jest mniej, jednak w każdej branży się one zdarzają. Najłatwiejszym sposobem na ten problem jest płacenie kartą - zostaje ślad i sprzedawca musi wystawić paragon lub nakombinować się przy unikaniu kilku złotych podatku.

No i na koniec jeszcze jedna kwestia. Udział szarej strefy w naszym PKB to około 25% (wikipedia). 1 522,7 mld złotych - tyle wyniósł nasz PKB w zeszłym roku. 25% z tej kwoty to ponad 380 miliardów złotych! Gdyby cała ta kwota była płacona legalnie i zawierała 23% podatku VAT to do budżetu wpłynęłoby dodatkowo 71 miliardów złotych. Jednym z droższych odcinków autostrady był odcinek Warszawa-Pruszków - około 60mln zł za kilometr. Za 71mld zł można by zbudować w Polsce prawie 1200km autostrady po tych cenach. Na 9 czerwca 2012 roku oddanych do użytku było w naszym kraju 1196,5km autostrad. Czyli w ciągu jednego roku można by teoretycznie rozpocząć budowę takiej samej ilości autostrad jakie już mamy. A wszystko przez głupich kilka złotych VATu których się uczepiłem.

poniedziałek, 9 lipca 2012

O zrozumieniu kryzysu i wakacyjnych wyjazdach

Mimoa.eu
Zajęło mi to jakiś tydzień. Przez ostatnie siedem dni nie zrobiłem nic konstruktywnego. W pracy niższa efektywność, po godzinach ucieczka od upału w błogie lenistwo i nawet przy komputerze niewiele byłem w stanie zrobić by zwiększać PKB naszego kraju. Zrozumiałem kryzys. Zarówno Grecja, Hiszpania jak i Portugalia to kraje tak gorące, jak Polska w ubiegłym tygodniu. 35 stopni w cieniu to dla mnie za dużo, pewnie za dużo również dla wielu innych osób. Z tego powodu ogarnęła mnie niesamowita niechęć do wszelkiej pracy i najchętniej siedziałbym przez ten czas w wannie.

Co ciekawe, w tym samym czasie na Bałkanach można było miejscami siedzieć w błogich 24 stopniach obserwując przepiękne burze... no ale kto by pomyślał, że pogoda spłata nam takiego psikusa? ;)

eostroleka.pl
W ostatnich dniach doszła nas również wiadomość o bankructwie jednego z największych biur podróży. Kilka tysięcy osób utknęło za granicą, lecz upadku tego biura na pewno nie spowodował kryzys zaufania panujący na sporej części naszego kontynentu. W Polsce nie ma i w ciągu ostatnich kilku lat nie było kryzysu (lub dla pesymistów: kryzys był u nas zawsze i w tej materii nic się nie zmieniło przez ostatnich kilka lat). Upadek biura podróży uczy nas jednak kilku bardzo ważnych rzeczy:


1) Najlepiej organizuj wyjazd samodzielnie, powinieneś oszczędzić sporo pieniędzy a przygotowanie wszystkiego już samo w sobie często jest wielką frajdą
2) Pieniądze na wyjazd odkładaj, zbieraj, gromadź lub planuj - nie wyjeżdżaj na urlop za pożyczone pieniądze lub na kredyt!*
3) Sprawdzaj biuro podróży, choć nie zagwarantuje Ci to dobrych wczasów ani pewności, że biuro podróży nie zbankrutuje to jednak możesz zmniejszyć prawdopodobieństwo wyboru złego tour operatora

W punkcie drugim umieściłem gwiazdeczkę, bo przypomniała mi się zeszłoroczna sytuacja, kiedy moja znajoma, studentka, planowała z koleżanką wyjazd na Dominikanę. Wyjazd kosztujący między 5 a 6 tysięcy złotych, ona z tysiakiem w ręku i obiecanym drugim tysiakiem od rodziców. Miesięczne przychody studentki to około 1000zł z czego połowa idzie na mieszkanie, a jedna czwarta na papierosy i alkohol. I chciała pożyczyć (!) brakujące pieniądze tylko po to, by bawić się przez 14 dni. Spłacała by to przez rok, jedząc jedynie to, co przywiozłaby z domu. Owszem, czasem zaszaleć można, ale nie warto raczej wydawać kilkukrotności naszych miesięcznych przychodów na kilku czy kilkunastodniowe balowanie. Wydaje mi się, że optymalnym rozwiązaniem jest przeznaczenie naszego miesięcznego wynagrodzenia na dwutygodniowy wyjazd (oczywiście jeśli posiadamy dzieci - musimy je w tej kwocie uwzględnić, a dochody małżonków możemy zsumować). Takie rozwiązanie da nam pewność, że nie popadniemy w kłopoty finansowe zaraz po powrocie z wakacji. 

Osobiście nie wydałem nigdy więcej niż 3000zł na tygodniowy wyjazd (Islandia), a często wyjazd na 7-10 dni potrafię skalkulować na kilkaset do tysiąca (z niewielkim ogonkiem) złotych. Wszystko opiera się na dobrym zaplanowaniu wyjazdu i dostosowaniu oczekiwań do możliwości finansowych (i odwrotnie).

Dziś było już nieco chłodniej, więc i przyjemniej jest się złapać za kawałek roboty, mam nadzieję, że podobnie będzie w najbliższych dniach. W końcu muszę napisać kilka postów, na które tematy pojawiły się w ostatnich dniach - chodzi między innymi o ceny w Chorwacji, kredyt konsolidacyjny w Alior Banku (w końcu udało się załatwić wszystkie papiery) czy o oszczędzanie na opisywane wyżej wakacje. Trochę brzydsza pogoda i od razu większe chęci do pracy!